Pongoland to kraina małp w jednym z najstarszych ogrodów zoologicznych w Europie. Ale nawet tam niemiecki szympans (lat 14) nie miał takich wygód jak w wybudowanym w Warszawie kosztem 14 mln zł pawilonie dla małp. Ale Patrick będzie uprzywilejowany w stadzie naszych szympansów (siedem sztuk) tylko na czas ukojenia nerwów po podróży i aklimatyzacji nad Wisłą.
W sypialniach ma na niego czekać takie samo jedzenie, jakie miał w Niemczech: seler, por, jabłka, banany i może dynia, bo właśnie rozpoczął się na nią sezon przy ul. Ratuszowej. Gdy już się naje i wyśpi, będzie miał okazję pozwiedzać pawilon i wybieg, bo reszta stada zostanie zagnana na wyspę, by Patrickowi nie wadzić.
Na noc wszystkie szympansy znowu trafią do swojego pawilonu. Małpy będą się poznawać parami: jeden osobnik w klatce, a Patrick nie. I tak po kolei.
Wszystko po to, by jak mówi szefowa naczelnych Anna Jakucińska, w naszym zoo obserwować zachowanie poszczególnych osobników.
– Takie łączenie szympansów w stadzie wymaga sporej gimnastyki, bo to nie jest prosta sprawa. Jest nawet światowej sławy specjalista w tej dziedzinie, krąży po świecie, a obecnie przebywa w Japonii. W razie czego obiecał pomóc – mówi szefowa małp.
Okazuje się, że o ile nowy samiec potrafi się dogadać już z tym ze stada, o tyle samice reagują na niego agresją.
Ale i tak najważniejsze będzie spotkanie Patricka z Kimberly (lat 22), która z Danii przyjedzie nad Wisłę. Dlaczego? Bo jako czyste gatunkowo osobniki dostały one od koordynatora gatunku zgodę na prokreację. Reszta samic w stadzie ma wszczepione pod skórę czipy antykoncepcyjne. A samce? Jeden (Zarno) został pozbawiony męskości, a drugi (Szymi) nie interesuje się partnerkami.
