Szefowie organizacji wojewódzkich Sojuszu Lewicy Demokratycznej, którzy nie zdobyli mandatu, mają spore kłopoty.
W Krakowie jeden z działaczy i zarazem członek Rady Krajowej Sojuszu Łukasz Danel zażądał od lidera małopolskiej organizacji Grzegorza Gondka natychmiastowego ustąpienia ze wszystkich funkcji. Gondek nie startował w wyborach po aferze kolczykowej, ale w Małopolsce SLD nie zdobył ani jednego mandatu.
Lider wojewódzki nie zamierza ustępować. Wybrał ucieczkę do przodu i podpisał z kilkoma organizacjami, m.in. Partią Demokratyczną, "Pakt dla centrolewicy".
Na Dolnym Śląsku w weekend odbędzie się zarząd organizacji wojewódzkiej i zapewne padnie na nim wniosek o dymisję Janusza Krasonia ze stanowiska lidera wojewódzkiego.
W tym regionie mandaty zdobyli Małgorzata Szmajdzińska, wdowa po Jerzym Szmajdzińskim, i Ryszard Zbrzyzny, szef związkowców w KGHM Polska Miedź, zasiadający w Sejmie od 1991 r. Sam Krasoń stracił miejsce w parlamencie.
Pewnie nie mogą się czuć nawet ci liderzy, którzy zostali wybrani na kolejną kadencję.
W SLD można usłyszeć, że lider powinien się zmienić na Śląsku, gdzie z sześciu mandatów w poprzedniej kadencji zostały tylko trzy. Zbyszek Zaborowski, który dostał się do Sejmu, przyznaje, że organizacja śląska poniosła porażkę. – Ale to lider nadawał ton kampanii, a to miało największe znaczenie – zaznacza.
Szef śląskiego Sojuszu przypomina, że Ruch Palikota zdobył procentowo najwięcej głosów w Częstochowie, Sosnowcu i Wałbrzychu.
– To znaczy, że i my, i oni walczymy o ten sam elektorat – tłumaczy. – Czas, by centrala zajęła się tą sprawą i wykazała jakąkolwiek inicjatywę, tymczasem centrala kolejny dzień milczy jak zaklęta.
Na celowniku znalazł się również Leszek Aleksandrzak, szef wielkopolskiego SLD, o czym napisała lokalna "Gazeta Wyborcza". Przed wyborami zapowiadał zdobycie 14 mandatów w regionie. Skończyło się na czterech, w tym jeden dla samego Aleksandrzaka. W poprzedniej kadencji Sojusz miał stamtąd siedmiu posłów.
Nie wiadomo, jaki los czeka wiceprzewodniczącą partii i szefową organizacji wojewódzkiej Katarzynę Piekarską. Nie zdobyła mandatu w okręgu podwarszawskim, a z nieoficjalnych informacji wynika, że na jej stanowisko ma chrapkę Włodzimierz Czarzasty. On sam zaprzecza. – Katarzyna Piekarska jest cudowną kobietą, dobrą liderką i prowadzi organizację mazowiecką we właściwym kierunku, nie można jej oceniać tylko przez pryzmat przegranych wyborów – mówi Czarzasty.
Choć uważa też, że nadszedł czas rozliczeń. – Ekipa, która doprowadziła SLD do obecnego stanu, niech się elegancko spakuje i siądzie w drugim rzędzie – mówi szef "Ordynackiej". – A wszyscy musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy projekt pod nazwą SLD jest aktualny i rozwojowy. Jeżeli tak, a osobiście tak uważam, to najdalej do 15 grudnia powinien się odbyć kongres, który doprowadzi do zmiany władzy w partii. A potem trzeba ruszyć w Polskę i dać ludziom nadzieję.