Reklama

Kto wiedział, że jedzie pod prąd

Dyżurny ruchu mógł dopiero po katastrofie wpisać do rejestru, że zezwolił maszyniście "Matejki" jechać na sygnał zastępczy

Publikacja: 06.03.2012 19:47

Kto wiedział, że jedzie pod prąd

Foto: ROL

Na uzupełnienie dokumentacji po katastrofie wskazują ustalenia śledczych badających wydarzenia tragicznego dnia. Rozmówcy "Rz" mówią, że przyczyna błędu dyżurnego ruchu ze Starzyn mogła być banalna.

Kilkanaście minut przed zderzeniem pociągów w sobotnią noc jadący z Warszawy "Matejko" wyjechał z jednotorowego szlaku. Andrzej N., dyżurny posterunku Starzyny, nie przełożył mu zwrotnicy i pociąg pomknął dalej po niewłaściwym torze – naprzeciw pociągu z Przemyśla do Warszawy.

W książce raportowej posterunku Starzyny jest informacja o wydaniu maszyniście "Matejki" tzw. sygnału zastępczego. Gdyby to była prawda, wiedziałby, że jedzie po innym torze, niż to było przewidziane.

Sygnał zastępczy stosuje się w wyjątkowych, awaryjnych sytuacjach. – Podjęcie decyzji o puszczeniu składu na SZ, czyli zastępczy, trzeba wielokrotnie analizować, informację wpisać do książki raportowej, każdy sygnał ma swój numer. Procedury wymagają, by dyżurny, jak podejmie decyzję o SZ, sprawdził osobiście na torach, czy zwrotnicę przestawił – tłumaczy nam doświadczony dyżurny ruchu.

– Codziennie rano sprawdzam rejestry stanów awaryjnych, które zapisują użycie sygnału zastępczego dla pociągu. Nasz okręg ma 600 km tras, użycie SZ mogę wymienić na palcach jednej ręki – mówi Adam Młodowski, dyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Kielcach, przełożony Andrzeja N.

Reklama
Reklama

O wysłaniu sygnału zastępczego dla "Matejki" dyżurny ze Starzyn powinien poinformować również dyżurną ruchu z następnego posterunku – w Sprowach. Mając tę wiedzę, nie wpuściłaby ona na ten sam tor pociągu z Przemyśla.

Dyżurna ta, początkowo zatrzymana przez częstochowską prokuraturę, wczoraj została wypuszczona. Wskazuje to, że śledczy nie dopatrzyli się winy z jej strony – i że nie otrzymała informacji o SZ dla "Matejki" oraz że N. mógł po fakcie dopisać w książce raportowej informację o wydaniu sygnału zastępczego.

Dlaczego nie przełożył zwrotnicy, choć drugi tor był wolny? Mógł to zrobić z dyspozytorni, jednym przyciskiem. – Nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć – przyznaje Młodowski.

Dyżurni ruchu, z którymi rozmawiała "Rz", mówią, że N. mógł to nawet zrobić dla wygody, licząc, że jakoś się uda, że "Matejko" zdąży przejechać. Ale przyczyną mogła być też chwilowa niedyspozycja.

Wersji dyżurnego ze Starzyn nie zna na razie nawet prokuratura. N. jest w szpitalu psychiatrycznym, po załamaniu nerwowym. Jak uznali wczoraj biegli, nie da się go przesłuchać, nie ma z nim żadnego kontaktu.

Prokuratorzy, którzy zamierzają przedstawić N. zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy, nie chcą rozmawiać o szczegółach śledztwa.

Reklama
Reklama

W katastrofie zginęło 16 osób. Dyżurnemu grozi do ośmiu lat więzienia.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama