Prezydent Bronisław Komorowski zawarł z rządem kompromis dotyczący ustawy o pomocy dla podwykonawców przy budowie dróg – ustaliła „Rz". Mimo przekonania, że znaczna część jej zapisów jest niekonstytucyjna, zdecydował się ją podpisać, a dopiero później skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Dzięki temu rząd uratował swój medialny sukces, jakim było uchwalenie ustawy. A podwykonawcy dostaną pieniądze. Opozycja oskarża głowę państwa i rząd o świadome psucie prawa.
– Prezydent początkowo skłaniał się ku skierowaniu ustawy od razu do Trybunału Konstytucyjnego. Jednak po negocjacjach z przedstawicielami rządu zdecydował się ją podpisać i dopiero później wysłać wniosek do TK – mówi „Rz" współpracownik Komorowskiego.
Wyrok bez znaczenia
O tym, że wątpliwości prezydenta w tej sprawie były spore, najlepiej świadczy treść jego wniosku do Trybunału. Kwestionuje w nim konstytucyjność kluczowych artykułów ustawy, m. in. zawężający możliwość skorzystania z ustawy tylko dla małych i średnich firm. Jego zdaniem może to być sprzeczne z konstytucyjnymi zasadami równości wobec prawa i wolności gospodarczej.
Prezydent powołuje się też w swoim wniosku na fakt, że wątpliwości co do zgodności ustawy z konstytucją zgłaszało również Rządowe Centrum Legislacyjne, a także służby prawne Sejmu i Senatu. Zwraca też uwagę, że nowe przepisy mogą budzić wątpliwości co do zgodności z zasadami udzielania pomocy publicznej wynikającymi z prawa Unii Europejskiej.
Dlaczego mimo tak poważnych wątpliwości podpisał ustawę? – Istniała pilna potrzeba rozwiązania problemu społecznego, jakim było zagrożenie bankructwem setek firm budowlanych – mówi „Rz" Joanna Trzaska-Wieczorek z Kancelarii Prezydenta.
Na podstawie nowych przepisów małe i średnie firmy, jak również mikroprzedsiębiorstwa, mogą zwrócić się o należne im wynagrodzenia do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, jeśli wykonawca zalega z zapłatą za zrealizowane i odebrane prace co najmniej 30 dni albo gdy sąd ogłosił upadłość tego wykonawcy. Szacuje się, że państwo wypłaci im ok. 100 mln zł.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Trzaska-Wieczorek zwraca też uwagę, że ani na etapie prac rządowych, ani w parlamencie nie zamówiono żadnych zewnętrznych ekspertyz dotyczących konstytucyjności przepisów. – Dlatego prezydent zwrócił się do Trybunału – podkreśla.
Jednak w sytuacji, kiedy ustawa została uchwalona, by rozwiązać doraźny problem, a pieniądze zostaną w najbliższym czasie wypłacone podwykonawcom, orzeczenie kwestionujące jej konstytucyjność będzie mieć niewielkie znaczenie.
– Nie wyobrażam sobie, jak na podstawie takiego orzeczenia można by tym przedsiębiorcom odebrać pieniądze. Trudno też powiedzieć, kto miałby się domagać ich zwrotu – mówi „Rz" prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista z SWPS.
Jego zdaniem, skoro wątpliwości były aż tak poważne, to lepiej by się stało, gdyby ustawy nie podpisywał w ogóle, tylko od razu skierował ją do TK.
Opozycja atakuje
Na decyzji prezydenta suchej nitki nie zostawia opozycja, i to zarówno z prawej, jak i lewej strony sceny politycznej. – Ta ustawa to bubel prawny, który dzieli przedsiębiorców na równych i równiejszych. Ale rozumiem, że pan prezydent mimo ekspertyz, które znał i które wskazywały, że jest ona niekonstytucyjna, wolał ją podpisać, niż słabnący rząd narażać na utratę zaufania publicznego i kolejne protesty rozżalonych przedsiębiorców – mówi „Rz" poseł PiS Przemysław Wipler.
– Zastanawiające jest, że pan prezydent nigdy publicznie nie oceniał tej ustawy. Podpisał ją, po czym skierował bez słowa do TK. To budzi wątpliwości – mówi rzecznik SLD Dariusz Joński.
Wszelkie zarzuty o przygotowanie z premedytacją niekonstytucyjnej ustawy odpiera Ministerstwo Transportu. – Wypracowana ustawa jest zgodna z konstytucją. Liczymy, że TK podzieli nasze zdanie, zwłaszcza że właśnie ta ustawa wyrównuje różnice w traktowaniu przez prawo podwykonawców zatwierdzonych i niezatwierdzonych oraz znosi nierówne traktowanie przez zamawiającego podwykonawców robót budowlanych, usługodawców i dostawców – podkreśla Katarzyna Kownacka z ministerstwa.
Według prawników wadą nowej ustawy jest też fakt, że rząd, przygotowując jej projekt, w całości pominął przepisy dotyczące zasad udzielania pomocy publicznej. Zgodnie z prawem UE rząd krajowy zobowiązany jest poinformować Komisję Europejską w celu umożliwienia jej przedstawienia uwag. Jednak nasze władze tego nie zrobiły.
– W konsekwencji KE może uznać, że mamy do czynienia z zakazaną pomocą publiczną dla przedsiębiorców. Dlatego ci, którzy od Skarbu Państwa uzyskają zapłatę na podstawie przepisów ustawy, muszą się liczyć z ewentualnym obowiązkiem zwrotu uzyskanych świadczeń – ostrzegają prawnicy Bartosz Piechota i Andrzej Kurkiewicz w opublikowanej w „Rz" analizie.