Spot PiS przypomina nagłówki prasowe i internetowe, dotyczące polityków PO. Zaczyna się od przypomnienia incydentu na frankfurckim lotnisku, po którym z kandydowania zrezygnował Jacek Protasiewicz

Reklama
Reklama

- Mieli godnie reprezentować Polskę w PE. Przynieśli międzynarodowy wstyd - mówi lektor i pyta czego można spodziewać się po kandydatach PO.

W tym kontekście przypomniane są sprawy, za które krytykowano niektórych kandydatów. Były minister finansów Jacek Rostowski pokazany jest jak człowiek, który "zadłużył Polskę bardziej niż Gierek", podniósł podatki i wiek emerytalny. Byłemu szefowi Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji Michałowi Boniemu PiS przypomina spór o ACTA. "Chciał wolność w internecie" - mówi lektor. Michał Kamiński nazwany jest zaś "leniem w europarlamencie".

"Zagłosujesz na nich?" - kończy lektor.

Po kilku godzinach spot zniknął z sieci. Internauci zauważyli błędny podpis pod nazwiskiem byłego ministra finansów. Jacek Rostowski został podpisany jako były minister skarbu. Po chwili pojawiła się wersja z naniesioną poprawką.

Z informacji "Rz" wynika, że w sztabie PiS zdania co do kampanii negatywnej były podzielone. Część doradców zewnętrznych partii przekonywała, że PO przygotuje odpowiedź, a to się PiS nie opłaca. Przeciwnikom spotu udało się jedynie opóźnić jego emisję. Początkowo planowano ją na sobotę, czyli dzień ogłoszenia list obu partii.

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów

Jeszcze przed startem kampanii PiS miał spot z przekazem pozytywnym. Promował on ogłoszony w lutym program ugrupowania.

W sobotę poznaliśmy też pierwszy spot PO. Nosi tytuł "Tego potrzebuje dziś Polska". On również był krytykowany. Okazuje się, że został nakręcony w Kancelarii Premiera, prawdopodobnie w tym samym dniu co orędzie Donalda Tuska. Widać to w ostatniej scenie, w której premier występuje na tle polskich flag. Skarbnik PO Łukasz Pawełek powiedział niezalezna.pl, że partia czeka na fakturę z kancelarii "za tę usługę".