"Rzeczpospolita": Sondażowe wyniki pokazują, że w metropoliach PiS poniósł porażkę. Dlaczego?

Dr Błażej Poboży: Duże miasta pozostają bastionami PO i to niezależnie od tego, że w tych wyborach obserwujemy przesuwanie się sympatii w kierunku PiS. Stratedzy PiS powinni mieć świadomość tego w momencie wyboru kandydatów. Błędem było postawienie na osoby jednoznacznie kojarzone z partią. W  ten sposób przenieśli spór krajowy na samorząd i o wygranych decydowały sympatie partyjne.

Teraz PO zacznie tworzyć narrację, że to ona jest prawdziwym zwycięzcą?

Medialne rozbrajanie zwycięstwa PiS trwało przez ostatnie dwa tygodnie. Dziś jest to tylko kropka nad i. Przekaz wszystkich gazet będzie jednoznaczny, bo i to zwycięstwo w dużych miastach jest jednoznaczne.

W stolicy Jacek Sasin otrzymał 43 proc. To dobry wynik czy niewykorzystana szansa na zwycięstwo?

To bardzo zły wynik. Po dwóch kadencjach Hanny Gronkiewicz-Waltz, referendum w sprawie jej odwołania i ogromnej fali krytyki mieszkańców, pani prezydent znów wygrywa. Widać, że Sasin nie potrafił skanalizować głosu tych wszystkich, którzy chcieli obecną prezydent ocenić krytycznie.

Czego zabrakło?

PiS przegrał ten wyścig walkowerem. Sasin zrobił niezły wynik indywidualny, ale od początku nie miał szans wygrać z urzędującą prezydent. To duża wina partii.

Dlaczego?

Chcąc wygrać w jednym z kluczowych miast, PiS powinien wystawić kandydata, który nie byłby jednoznacznie kojarzony z partią. Statystyczny wyborca PiS i tak by na niego zagłosował, a osoba spoza partii miałaby szansę przyciągnąć dodatkowe głosy. Wtedy druga tura stałaby się swoistym referendum 2.0.

Tak było w Krakowie, gdzie PiS wystawił byłego radnego PO. Ale i on poniósł porażkę.

To było ciekawsze zagranie i mogło być skuteczne, gdyby Jacek Majchrowski był kojarzony z PO. Problem polega na tym, że PiS musiał się zmierzyć z kandydatem mimo wszystko niezależnym. Majchrowski jest też prezydentem lepiej ocenianym niż Gronkiewicz-Waltz, więc to wyzwanie było też trudniejsze. Poza niewypałem  z igrzyskami trudno mu zarzucić jakieś spektakularne wpadki.

Jedyne duże zaskoczenie tych wyborów to detronizacja prezydenta Poznania. Ryszard Grobelny oddaje fotel mało znanemu Jackowi Jaśkowiakowi.

Nie znam żadnego eksperta, który wskazywałby na zmianę w Poznaniu. To Grobelny był wskazywany na jednego z najmocniejszych włodarzy. Podejrzewam, że decydowały sprawy lokalne i to jest pozytywna przesłanka.

Mało przekonujące jest też zwycięstwo Rafała Dutkiewicza. Jego konkurentce niewiele zabrakło do sprawienia sensacji.

Jeszcze poczekałbym z przyznawaniem laurów zwycięzcy. To bardzo zły wynik Dutkiewicza. Był on jednym z najostrzej krytykowanych przez swoich mieszkańców prezydentem i niezależnie od zwycięstwa dla niego ten wynik to przynajmniej żółta kartka.

W drugiej turze frekwencja była znacząco niższa niż dwa tygodnie wcześniej.

To konsekwencja zamieszania związanego z PKW, liczeniem głosów i całą otoczką polityczną. To działało demobilizująco zwłaszcza na elektorat, który nie jest silnie związany z opcjami partyjnymi. Oni mogli odnieść wrażenie, że ich głosy nie mają znaczenia, i zostali w domu.