Jeśli kanclerz Niemiec jest zaniepokojona wynikami wyborów z ostatniej niedzieli, powinna mieć pretensje do siebie. W znacznym stopniu przyczyniła się do spektakularnej porażki PO.
W dzisiejszych burzliwych czasach przewidzieć rozwój wydarzeń politycznych nie jest łatwo. Ale raz mi się udało. Latem ubiegłego roku byłem jednym z nielicznych, którzy uznali, że decyzja Donalda Tuska o przerwaniu misji kierowania rządem i wyjeździe do Brukseli była absurdalna – dla niego samego, kierowanej przez niego formacji i kraju.
Wspomnienie Schroedera
Oto po raz pierwszy w historii integracji urzędujący przywódca dużego państwa Wspólnoty decydował się na porzucenie bardzo realnej władzy na rzecz iluzji kierowania Europą. Na myśl przychodziło mi wówczas porównanie z Gerhardem Schroederem, który zmarnował wizerunek wielkiego kanclerza, reformatora niemieckiej gospodarki i autora poszerzenia Unii na wschód, przyjmując intratną finansowo, ale wątpliwą politycznie, posadę w Gazpromie.
Do takiego kroku polskiego premiera namówiła Angela Merkel. To był czas, gdy w wychodzącej z kryzysu pod kierunkiem Niemiec Europie kanclerz była u szczytu władzy w Europie. Dlatego bez większej trudności przekonała do kandydatury Polaka pozostałych przywódców Wspólnoty. Tuskowi mogło się wówczas wydawać, że skoro Merkel, wtedy uważana przez wielu za jedynego „męża stanu" Unii, nalega, to warto skorzystać z okazji, bo z pewnością kanclerz ma ambitne plany dla polskiego polityka w jego nowej roli.
Ale Merkel nie tylko się myliła, ona także Tuska oszukała. To za jej sprawą w trakcie blisko roku kierowania Radą Europejską Polak został odsunięty od głównych wyzwań, przed jakimi stanęła zjednoczona Europa. Były premier nie uczestniczył w negocjacjach z Rosją na temat przyszłości Ukrainy, nie został dopuszczony do najważniejszych spotkań z Aleksisem Ciprasem w sprawie przyszłości Grecji w strefie euro. We wszystkich tych sprawach decyzje podejmowała Merkel. To także ona narzuciła unijną strategię wobec bezprecedensowej fali uchodźców, jaka zalewa od lata tego roku Europę. Tusk został sprowadzony do roli szefa brukselskiego sekretariatu najważniejszych przywódców Europy.