Rzeczpospolita: W Paryżu trwa szczyt klimatyczny. Komu w Europie zależy na tym, żeby emisję gazów cieplarnianych ograniczać?
Piotr Naimski, poseł PiS, szef sejmowej Komisji ds. UE: Od pewnego czasu tworzy się w Europie nowy sektor gospodarki, związany z produkcją urządzeń do czerpania energii z odnawialnych źródeł. Jest on bardzo silnie dotowany przez niektóre kraje europejskie i dzięki temu uzyskuje przewagę konkurencyjną nad tradycyjnymi sposobami produkcji energii elektrycznej, przede wszystkim z węgla, ale również z gazu. Ta przewaga opiera się również na odpowiednich regulacjach przyjmowanych na poziomie UE, a potem narzucanych wszystkim krajom wspólnoty.
Czego dotyczą takie przepisy?
Jeden mówi np. o tym, że energia z odnawialnych źródeł energii ma pierwszeństwo w dostępie do sieci energetycznych przed energią uzyskiwaną metodami konwencjonalnymi. W rezultacie dotowana energia z OZE zajmuje, mówiąc kolokwialnie, miejsce w sieci. Elektrownie węglowe muszą być często na pewien czas wyłączane. Taki system jest główną osią polityki energetycznej w szczególności w Niemczech.
Bo Niemców na to stać?
Tak, te dotacje pochodzą w większości z rachunków za energię płaconych przez obywateli Niemiec. W budżetach Niemców opłata za energię elektryczną stanowi 4-5 procent, w Polsce – 10 procent, czyli – wg standardów unijnych – polskie gospodarstwa domowe znajdują się na granicy ubóstwa energetycznego. Ta dotowana energia ze źródeł odnawialnych jest sprzedawana na niemieckiej giełdzie energii. Z takimi dotacjami trudno konkurować, chociaż wszystko to zachowuje pozory działalności rynkowej. Polskich odbiorców energii nie stać na podobne dofinansowanie tzw. zielonej energii.
Pozory?
Ta nowa gałąź gospodarki musi konkurować z klasyczną energetyką opartą przede wszystkim na węglu. Tyle, że do dzisiaj najtańsza energia to energia pochodząca z węgla. Polityka dekarbonizacji, która jest prowadzona przez UE i stała się podstawą unijnej polityki energetycznej, sprzyja rugowaniu węgla z gospodarki, w tym przede wszystkim z energetyki węglowej. Tym samym stanowi pomoc dla dotowanych odnawialnych źródeł energii.
Jak się takie dążenia tłumaczy?
Ponieważ dzisiaj energia elektryczna wyprodukowana z najpopularniejszych źródeł odnawialnych nie wytrzymałaby bez dotacji konkurencji z energią z węgla czy gazu, batalia przeniosła się na poziom polityczny. Polityka dekarbonizacji wprowadzana przez Komisję Europejską jest uzasadniana, przynajmniej teoretycznie, walką z ociepleniem klimatu, które zdaniem wielu polityków wiąże się z emisją dwutlenku węgla. Redukcja emisji CO2 miałaby ten proces zahamować i zatrzymać. Uznano to za cel strategiczny, ale ten cel jednocześnie wspomaga istnienie i funkcjonowanie nowego przemysłu, skupionego wokół odnawialnych źródeł energii. Stoją za tym ogromne pieniądze i inwestycje. Inwestorzy oczekują zwrotu zainwestowanych pieniędzy. Zatem w interesie tych inwestorów są wszelkie działania zarówno w UE, jak i w skali globalnej, które będą wspierały tendencję dekarbonizacji.
Cel jest niby szczytny, ale wykonanie złe?
Odnawialne źródła oparte na sile wiatru i energii słonecznej są niestabilne. Kiedy na północy Niemiec wieje silny wiatr, to w systemie jest nadmiar energii, problemy mają wtedy sieci przesyłowe. Stąd część tej energii przesyłana jest w sposób niekontrolowany przez polski system energetyczny do Czech i do Bawarii. Zakłóca to nie tylko niemieckie systemy energetyczne, ale także systemy krajów sąsiednich. A to jest niebezpieczne. Ta sytuacja powinna być opanowana na poziomie technicznym, regulacyjnym i finansowym. Takie przepływy kosztują, płacimy za to my i płacą Czesi, którzy protestują tak samo jak i my.
Dla tych niestabilnych źródeł trzeba szukać alternatywy?
Jeśli wiatru i słońca nie ma, trzeba sieć stabilizować. Potrzebne są takie źródła energii, które można dość łatwo podłączać w takich momentach. Wszystko to razem jest kosztowne. Z tego powodu np. w Hiszpanii odstąpiono od programu dotowania energii wiatrowej. Wybudowano tam bardzo dużo elektrowni wiatrowych i w konsekwencji zaczęto budować gazowe bloki energetyczne, by można było zastąpić elektrownie wiatrowe, gdy przestanie wiać. Wszystko razem okazało się niezwykle drogie i Hiszpanie wycofali się z tego projektu.
Jakie jest lekarstwo na takie problemy?
Rozwiązaniem mogą być nowe technologie magazynowania energii, ale to jest melodia przyszłości. Do tej pory na skalę masową takich możliwości nie ma i to jest największy problem z funkcjonowaniem odnawialnych źródeł energii.
Skutkiem obrad COP 21 może być dalsze ograniczanie emisji gazów cieplarnianych?
Przedmiotem obrad COP21 jest przedłużenie działania konwencji klimatycznej, która raczej powinna być nazywana konwencją o ochronie przyrody. Historia konwencji klimatycznej sięga daleko wcześniej niż jakiekolwiek działania w sprawie redukcji emisji CO2 prowadzone przez Unię Europejską. Unia Europejska jest uczestnikiem konwencji klimatycznej. Polska występuje w Paryżu jednocześnie jako sygnatariusz konwencji klimatycznej i jako członek UE. Unia, podobnie jak większość krajów uczestniczących w szczycie klimatycznym, zgłosiła swój własny, dobrowolnie określany cel jeśli chodzi o ograniczanie emisji. To jest ten głośny plan ograniczenia emisji CO2 o 40 procent do roku 2030. Ten cel nie uwzględnia specyfiki polskiej gospodarki opartej na taniej energii z węgla.
Ale takie deklaracje już padły...
O wynikach przekonamy się pod koniec obrad, czyli 11 grudnia. Cele zgłoszone przez UE są zdecydowanie wyższe niż możliwości i deklaracje innych krajów świata. To grozi utrzymaniem tendencji zmniejszenia konkurencyjności przemysłu europejskiego w stosunku do reszty świata i powinno być przedmiotem troski i zastanowienia europejskich polityków. Warto pamiętać, że cele zgłoszone przez UE będą także ogromnym obciążeniem dla polskiej gospodarki.
UE gra na własną niekorzyść?
W pewnym momencie grupa polityków dominujących we Wspólnocie doszła do wniosku, że będąc w awangardzie tego ruchu na rzecz ograniczenia emisji, pociągnie za sobą resztę świata. Ale świat najczęściej kieruje się swoimi własnymi interesami.
To hipokryzja ze strony UE?
Można się doszukiwać hipokryzji w sytuacji, gdy ogranicza się przemysły energochłonne emitujące dużo CO2, jednocześnie przenosząc te zakłady przemysłowe do innej części świata, gdzie te ograniczenia są dużo mniejsze, a następnie przywozi się te produkty do Europy. To jest omijanie barier stawianych w UE z wykorzystaniem tego, co się dzieje poza nią. Prowadzi to do zaniku niektórych przemysłów na terenie Wspólnoty, np. przemysłu cementowego i rozkwitu tego przemysłu w Indiach albo w Pakistanie.
UE świadomie nie chce konkurować z resztą świata?
Kontynuowanie takiej polityki w UE prowadzi do stałego obniżania udziału w unijnym PKB produkcji przemysłowej. To oznacza, że Europa dezindustrializuje się, zamiast produkcję przemysłową odnawiać, unowocześniać i zwiększać. Celem polskiej gospodarki jest zwiększanie produkcji przemysłowej i utrzymanie ceny energii w Polsce na poziomie konkurencyjnym w stosunku do ceny oferowanej przez sąsiadów. Wszelkie działania, które utrudniają nam taką ścieżkę rozwoju, są prowadzone wbrew polskim interesom.