Rz: Jak co roku wiele kontrowersji wywołuje zbliżająca się kwesta Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dlaczego Jerzy Owsiak tak dzieli Polaków?
Wojciech Jabłoński: Tu raczej chodzi nie o samego Owsiaka, ale o spory na linii lewica–prawica. Wiadomo, że przez lata Kościół katolicki był w powszechnym mniemaniu jedyną instytucją, która zajmowała się w Polsce dobroczynnością. Owsiakowi udało się to przekonanie obalić i dziś jego Orkiestra jest w stanie udzielać ludziom pewnego laickiego rozgrzeszenia: jeśli raz w roku wrzucimy parę złotych do puszki, czujemy się mocni moralnie. W ten sposób Owsiak stanowi naturalną konkurencję dla Kościoła.
Skąd wziął się tak wielki sukces Owsiaka?
Jego organizacji udało się dotrzeć ze swym przekazem prawie do wszystkich: od drobnych stowarzyszeń po instytucje państwowe i rozmaite media. Jego siłą jest właśnie ta powszechność. Prawica próbuje przedstawiać WOŚP jako swoisty zakon, tajną organizację, ale to jest dla zwykłych ludzi niezrozumiałe. Znaczna ich część poczuwa się do bycia częścią Orkiestry. Im podoba się perspektywa tego laickiego rozgrzeszenia, bo ludzie po prostu chcą czuć, że są dobrzy.
Nie pamiętają lansowanego przez Owsiaka hasła „Róbta co chceta", jego Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników i akcji „Uwolnić słonia!" z końca lat 80., ośmieszającej hasła antykomunistycznej opozycji?