Rzeczpospolita: Polska Razem zwija sztandar i wejdzie w skład PiS?

Adam Bielan, wicemarszałek Senatu: Siłą rzeczy aktualnie większość rozmów w ramach obozu rządowego ma charakter merytoryczny i jest związana z programowaniem prac nowego rządu. Ale w przyszłości zapewne pochylimy się także nad sprawami formalnymi.

Opłaca się wam prowadzić osobny byt partyjny?

Zjednoczona Prawica jest najbardziej udanym projektem politycznym ostatniego ćwierćwiecza. Od momentu powstania, czyli od lipca 2014 roku, wygraliśmy wszystkie możliwe wybory. W wyborach parlamentarnych odnieśliśmy bezprecedensowy sukces, zdobywając samodzielną większość. Stało się tak między innymi dlatego, że poszczególne ugrupowania wchodzące w skład tego projektu przyciągnęły wiele różnych osób.

PiS wygrał wybory samorządowe, które podobno były sfałszowane.

Wynik tych wyborów był wypaczony, co widać po wynikach PSL w kolejnych wyborach. Mimo to odnieśliśmy sukces, uzyskując najwięcej głosów w wyborach do sejmików.

Skoro wybory były sfałszowane, to czy nie należałoby ich powtórzyć? PiS podniósł tę kwestię nawet w Parlamencie Europejskim.

Mówię o zafałszowaniu wyniku. Przede wszystkim trzeba zmienić ordynację wyborczą. Źle się stało, że poprzednia większość parlamentarna odmówiła współpracy z opozycją nad projektem jej zmian. My do tego wrócimy w trakcie obecnej kadencji.

Jak ma zostać zmieniona ordynacja wyborcza?

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Odkrywaj karty historii i pogłębiaj swoją wiedzę od starożytności po nowoczesność

ZAMÓW

Trwają prace koncepcyjne. Mocno w zmianę ordynacji wyborczej angażuje się marszałek Kuchciński, który skupił wokół siebie grupę ekspertów. Ale nie mamy w najbliższych dwóch latach żadnych wyborów, więc nie musimy się spieszyć. Ważne, aby nowa ordynacja zapewniała bardziej transparentny przebieg wyborów, z kamerami w komisjach wyborczych, przezroczystymi urnami itd. Pamiętamy liczne protesty w Polsce po wyborach samorządowych...

Pamiętamy protesty PiS w PE i słowa Ryszarda Czarneckiego, który mówił: „Mój kraj przesuwa się na wschód – w stronę standardów rosyjskich i białoruskich".

Wiele tysięcy głosów nieważnych wypaczyło wynik tych wyborów. Jeżeli wynik wyborów nie odzwierciedla woli wyborców, to nie możemy mówić o pełnej demokracji.

Zatem dlaczego PiS nie chce powtórzyć „zafałszowanych" wyborów samorządowych, o których Jarosław Kaczyński z mównicy sejmowej mówił, że zostały sfałszowane?

Te wybory odbyły się półtora roku temu. Powtarzanie ich teraz zrodziłoby bardzo duże zamieszanie.

Czyli powtórzonych wyborów samorządowych nie będzie?

Nie.

Mimo że PiS w Parlamencie Europejskim organizował wysłuchanie publiczne pod hasłem: „Nieprawidłowości w wyborach samorządowych jako zagrożenie dla demokracji w Polsce"?

Nie, zrobimy wszystko, żeby po następnych wyborach nikt nie miał wątpliwości, że były uczciwie przeprowadzone.

A słowa członków PiS w PE o przesuwaniu się w Polsce standardów w kierunku białoruskich to było donoszenie na Polskę?

Czym innym są wypowiedzi podczas tzw. wysłuchań publicznych, które mają charakter nieformalny, a czym innym inspirowanie na forum Parlamentu Europejskiego debaty plenarnej, a potem zgłaszanie rezolucji czy też robienie kampanii w mediach zachodnich.

Już przed debatą mówiliście o donosicielstwie. Jakie ma pan dowody na to, że opozycja robiła kampanię w mediach zachodnich?

Wystarczy prześledzić powiązania towarzyskie i zawodowe autorów materiałów w mediach, żeby wiedzieć, kto organizuje tę szkodliwą kampanię przeciwko Polsce.

Przeciwko Polsce czy przeciwko rządowi polskiemu?

Inwestorzy zagraniczni, którzy będą podejmowali decyzje dotyczące naszego kraju, nie widzą żadnej różnicy. Politycy PO niedawno zapowiedzieli, że dają rządowi dwa tygodnie na zrobienie czegoś z Trybunałem Konstytucyjnym, w przeciwnym wypadku zgłoszą rezolucję w Parlamencie Europejskim. Grzegorz Schetyna na taśmach opublikowanych w „Newsweeku" powiedział zresztą wyraźnie, że będą walczyć z pomocą ulicy, co jest moim zdaniem wzywaniem do puczu, oraz Unii Europejskiej. Obawiam się, że Schetyna tak mocno zanurza się w strategii, że im gorzej dla Polski, tym lepiej dla PO, iż jest gotów na najbliższych mistrzostwach Europy w piłce nożnej kibicować naszym rywalom, byleby tylko Polska przegrała i nastroje w Polsce były gorsze.

Wydaje się, że krytyka rządów PiS nie przynosi opozycji sondażowych profitów.

PO straciła wiarygodność wśród wyborców i nie jestem pewien, czy kiedykolwiek ją odzyska. A takie polityczne zwroty o 180 stopni jak decyzja Bronisława Komorowskiego w sprawie referendum dotyczącego JOW albo Grzegorza Schetyny w sprawie programu 500+ tylko pogłębiają wrażenie, że PO jest partią bez silnych przekonań, gotową koniunkturalnie zmienić zdanie w każdej sprawie. Polityczną siłą, która próbuje wyrosnąć na krytyce rządu, jest chwilowo KOD.

KOD nie jest formacją polityczną.

Niezależnie od intencji uczestników demonstracji KOD jest to formacja polityczna, której celem jest przejęcie władzy w Polsce. Uważam, że liderzy KOD zmierzają do tego, żeby w kolejnych wyborach parlamentarnych utworzyć koalicję z innymi partiami opozycyjnymi i znaleźć się na wspólnych listach wyborczych. Pan Kijowski, lider tej formacji, jest politykiem i należy go oceniać jak każdego innego polityka.

Nie jest politykiem. Prowadzi działalność obywatelską.

Prowadzi działalność polityczną. Wie pan, kiedy została zarejestrowana strona internetowa KOD? Trzy dni po wyborach.

I o czym to ma świadczyć?

A co takiego złego stało się w Polsce w ciągu pierwszych trzech dni po wyborach, że należało powoływać Komitet Obrony Demokracji? To była zaplanowana, jak sądzę – już przed wyborami, akcja która miała budować poparcie polityczne na sprzeciwie wobec rządów PiS.

Mateusz Kijowski zaprzeczył, jakoby KOD miał ambicje polityczne.

Gdyby się w tej chwili do nich przyznał, straciłby poparcie wielu ludzi, których wejście do partyjnej polityki nie interesuje. Ale wystarczy choćby prześledzić informacje publikowane w internecie przez rozczarowanych rządami pana Kijowskiego lokalnych działaczy, żeby nie mieć złudzeń co do politycznych ambicji liderów KOD.

PiS zawsze krytykował PO, ale nie Grzegorza Schetynę. Dlaczego?

Grzegorz Schetyna był przez ostatnie lata brutalnie upokarzany przez Donalda Tuska i nikt, kto ma choć trochę empatii, nie chciał się nad nim znęcać.

Spodziewa się pan, że Platforma Schetyny będzie opozycją totalną?

Ostatnie działania PO, szczególnie na arenie międzynarodowej, wskazują, że, niestety, taki właśnie model opozycyjności został wybrany. Bardzo żałuję, bo liczyłem na to, że wraz ze zmianą kierownictwa w Platformie dojdzie do jakiegoś choćby minimalnego przełamania w relacjach pomiędzy nami.

Głównym przeciwnikiem PiS jest dzisiaj PO czy Nowoczesna?

Ryszardowi Petru medialnie udało się zepchnąć w cień PO. Platforma jest wciąż słaba i zajęta samą sobą. Liczba członków PO drastycznie spada, a niska frekwencja w wyborach na szefa partii pokazała, że i ci, którzy zostali, nie byli zainteresowani wyborami wewnętrznymi. Pięć minut Nowoczesnej nie będzie jednak trwało przez całą kadencję. Nie można więc wykluczyć, że za trzy lata, przed kolejnymi wyborami, będziemy mieć przeciwko sobie opozycję zjednoczoną.

Wspólny kandydat na prezydenta?

Być może. Chociaż trudno tu będzie pogodzić ambicje liderów poszczególnych formacji, a jeszcze dodatkowo Donalda Tuska czy Bronisława Komorowskiego, który najwyraźniej uwierzył, że ma jeszcze szansę powrotu na scenę polityczną.

Wyobraża pan sobie, że Tusk stanie przed podkomisją Macierewicza?

Donald Tusk nie był zainteresowany pełnym wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej, skoro odpowiedzialność co najmniej polityczna za nią dotykała jego i jego najbliższych współpracowników. Trudno sobie wyobrazić, żeby teraz, po zmianie władzy, komisja zajmująca się badaniem katastrofy smoleńskiej nie była zainteresowana wiedzą ówczesnego premiera.