Podkomisja smoleńska przekazała w poniedziałek, że TU-154M 10 kwietnia 2010 roku został rozerwany jeszcze przed przelotem nad brzozą. Oświadczono, że prawdopodobnie doszło do wybuchu ładunku termobarycznego.
W TVN24 Jerzy Miller powiedział, że prowadzona przez niego komisja nigdy nie pozwoliła sobie na głoszenie hipotez, których nie byli pewni.
Czy na pokładzie samolotu mogła znajdować się bomba? - Czy można sobie wyobrazić, że do samolotu, jak rozumiem na Okęciu, ktoś wnosi bombę o takich wymiarach i nikt nie zauważa? Nikt na to nie reaguje? Skąd się ta bomba wzięła? - odpowiedział.
- Ta cała hipoteza jest niespójna. Jej fragmenty wzajemnie się nie zazębiają, tylko zaprzeczają. To nie jest w ogóle żaden dokument, nad którym warto byłoby się pochylić i dyskutować. To jest mieszanka różnych pomysłów, które wzajemnie się - dodał.
Miller stwierdził, szef MON Antoni Macierewicz już wcześniej wygłaszał różne teorie, o których później nikt nie mówił. - Chyba wystarczy już tych wszystkich pomysłów, a teraz skupmy się na tym, żeby wyjaśnić te rzeczy, które możliwe, że zmieniająca się technika odtworzy. Może te taśmy jeszcze raz czytane, z jeszcze większą dokładnością, ze względu na postęp cywilizacyjny, coś nam dadzą - skomentował.
W poniedziałek działająca od lutego 2016 r. podkomisja do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej poinformowała, że doszła do wniosku, iż polski Tu-154M w Smoleńsku został rozerwany eksplozjami w kadłubie, centropłacie i skrzydłach, a destrukcja lewego skrzydła rozpoczęła się jeszcze przed przelotem nad brzozą. Według podkomisji, "ostatnia faza tragedii spowodowana była eksplozją, do której doszło w kadłubie i która zniszczyła samolot, rozbijając go na fragmenty i dziesiątki tysięcy odłamków, równocześnie zabijając pasażerów".
W latach 2010-11 katastrofę smoleńską zbadała Komisja Badania Wypadków Lotniczych, której przewodniczącym był ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller. W opublikowanym w lipcu 2011 r. raporcie, komisja Millera stwierdziła, że przyczyną katastrofy było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, a w konsekwencji zderzenie samolotu z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji maszyny. Komisja podkreślała, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu.
10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku w katastrofie Tu-154M zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka, parlamentarzyści i wojskowi dowódcy.
Więcej: TVN24