- Chciałabym przeprosić jeśli kogoś uraziłam słowami z ostatniego wywiadu - powiedziała Lohan.
Wcześniej Lohan w rozmowie z "The Times" stwierdziła, że niektóre kobiety zgłaszające na policję przypadki molestowania robią to "by zwrócić na siebie uwagę".
Lohan przekonywała też, że sama nigdy nie doświadczyła molestowania seksualnego w czasie pracy w Hollywood.
- Nie mogę mówić o czymś, czego nie przeżyłam, tak? Słuchaj, bardzo wspieram kobiety - mówiła. - Każdy przeżywa to czego doświadcza na swój sposób - dodała.
- To staje się realne, gdy zgłaszasz to na policję - kontynuowała Lohan. - Będę się nienawidzić za to co powiem, ale sądzę, że kobiety wypowiadające się przeciwko temu (molestowaniu) wyglądają na słabe, podczas gdy są silnymi kobietami - dodała.
W późniejszym rozmowie z "People" Lindsay tłumaczyła, że wypowiadając te słowa miała nadzieję, że "kilka fałszywych historii o molestowaniu pośród tsunami heroicznych głosów kobiet, nie będzie służyło rozrzedzeniu znaczenia ruchu #MeToo".
- Jednakże zrozumiałam już, że takie stwierdzenia mogą ranić, co nie było moją intencją. Przepraszam za ból, który sprawiłam.
Zapewniła też, że ma szacunek do ruchu #MeToo i kobiet, które były na tyle odważne, by mówić głośno o swoich doświadczeniach.
Ruch #MeToo zapoczątkowało ujawnienie przez media, że znany producent, Harvey Weinstein, przez ponad 30 lat molestował seksualnie aktorki i inne kobiety pracujące w showbiznesie, często płacąc im potem za milczenie.