Horała skomentował w ten sposób publikacje Onetu, który najpierw opisał zeznania kelnerów uznanych za winnych nagrywania polityków w restauracjach "Sowa i Przyjaciele" oraz "Amber Room" w ramach tzw. afery taśmowej, z których wynikało, że wśród nagranych polityków był Mateusz Morawiecki (wówczas prezes BZ WBK), który w czasie rozmowy miał - według zeznania jednego z kelnerów - omawiać m.in. kwestię kupowania nieruchomości na podstawione osoby. Potem Onet opublikował też ponad trzygodzinne nagranie rozmowy Morawieckiego, która była już jednak wcześniej opisywana.

- Tej afery w ogóle nie ma, nie ma cienia jakiegokolwiek dowodu. Mówimy o tym, że ktoś podobno, coś powiedział o jakiś taśmach, które być może są, ale nikt ich nie widział - ironizował Horała nawiązując do nagrań, o których mówili kelnerzy.

Horała zwrócił uwagę, że "kiedy doszło do pokazania twardych dowodów, to się okazało, że nie ma żadnego, że jest taśma, która jest od trzech lat znana, na której nie ma nic nowego, ani też nic złego".

Poseł PiS ocenił, że "po drugiej stronie jest potężny interes, by uderzyć w premiera" w związku z działaniami PiS, które, jak wyliczał pozbawiły "mafie i różne grupy interesu 30 miliardów zł w 2017 roku" w związku z uszczelnieniem systemu ściągania podatku VAT. - Jak ktoś stracił, to ma potężny interes, żeby atakować kogoś, kto do tego doprowadził - stwierdził poseł PiS.

Horała podkreślił, że "nie ma cienia jakiegokolwiek dowodu, nie ma cienia jakiegokolwiek twardego zarzutu".