- Są dwie prawdy. Nasza i wasza – mówi emerytka Walentina Pietrowna, przechadzając się po centralnym placu Smoleńska pod pomnikiem Lenina. Rozmowa dotyczyła, ma się rozumieć, Katynia, który znajduje się zaledwie kilkanaście kilometrów od smoleńskich przedmieść.
– Ja się przez całe życie uczyłam, że to Niemcy Polaków rozstrzelali, i nie uwierzę, że to było NKWD. Nieważne, co Putin powie – twierdzi. – Nasi ludzie nie mogli tego zrobić. Byłam w Polsce wiele razy, wszyscy jesteśmy Słowianami, tego po prostu nie mogło być.
Kiwa głową. Narzeka na współczesną Rosję i powtarza słowa, które często można usłyszeć od rosyjskich emerytów: „Wtedy był porządek”.
Lena, na oko po pięćdziesiątce, prowadzi pod ramię ojca – staruszka. – Wiemy o Katyniu. Nie trzeba nas uczyć prawdy o Stalinie i o represjach – gładzi ojca po ramieniu.
Aleksiej Grigoriewicz jest weteranem, walczył na froncie białoruskim, doszedł do Niemiec. – Miliony ludzi zginęły przez niego – mówi Aleksiej Grigoriewicz. – W Katyniu są groby i naszych, i waszych, ale jakoś tak wstyd się do tego przyznawać przed światem – tłumaczy Lena.