Reklama

Spłacony dług Lecha Kaczyńskiego

Był reliktem zapomnianej już tradycji PPS, która łączyła etos inteligenta czującego obowiązek troski o prostego człowieka z szacunkiem dla polskiej tradycji

Publikacja: 10.04.2010 18:16

Spłacony dług Lecha Kaczyńskiego

Foto: Rzeczpospolita

Trudno o bardziej symboliczne miejsce śmierci niż okolice Katynia. Lech Kaczyński urodził się cztery lata po wojnie, ale żył w cieniu pokolenia, które okupanci Polski skazali na zagładę. Jego oboje rodzice uczestniczyli w walce Polski podziemnej – matka Jadwiga jako sanitariuszka, ojciec Rajmund jako żołnierz Armii Krajowej i uczestnik powstania warszawskiego.

Bracia Kaczyńscy wychowywali się w kraju, w którym ludzi niepodległościowej konspiracji komuniści sprowadzili do statusu obywateli II kategorii. Tuż po wojnie akowska przeszłość oznaczała aresztowanie i katownie UB, potem już „tylko” obciążający zapis w aktach.

Nastoletni Leszek i Jarek musieli dostrzegać bolesny kontrast między ich dumą z bohaterstwa rodziców i zepchnięciem ich na tolerowany przez władze margines życia w PRL. Wychowani na „Trylogii” Sienkiewicza i opowieściach o powstaniu nie musieli sami odkrywać, że komunizm jest zbrodniczą utopią.

8 marca 1968 roku na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego Lech i Jarosław Kaczyńscy pierwszy raz mogli rzucić pałkarzom władzy hasło wolności. Gdy w połowie lat 70. powstaje KOR, natychmiast zgłaszają się do opozycyjnej roboty. W kwietniu 1978 roku Lech jest w grupie ludzi, która odmieni Polskę. Współtworzy Wolne Związki Zawodowe, z których wyłoni się „Solidarność”. W Sierpniu 1980 w Stoczni Gdańskiej należy do czołówki strajkujących, by potem znaleźć się gronie przywódców ruchu „Solidarności”.

Przeżył gorycz 13.12.1981 r. i internowania, ale niemal natychmiast po zwolnieniu wrócił od pracy w podziemiu i w „Solidarności”. Był w ścisłym kierownictwie związku w kluczowych latach 1988 – 1989, faktycznie kierował nim do lutego 1991 roku.

Reklama
Reklama

Zawsze potem pamiętał o okazywaniu szacunku „Solidarności”, nawet wtedy, gdy jedni nawoływali do zwinięcia sztandaru, a inni chcieli sprowadzić go do roli pisowskiej przybudówki. Był zaszczycony, gdy jako głowa państwa mógł wręczyć Ordery Orła Białego Andrzejowi Gwieździe oraz Annie Walentynowicz. Bohaterce Sierpnia, którą śmierć połączyła z prezydentem w tragiczny sobotni poranek.

Kaczyński był reliktem zapomnianej już tradycji PPS, która łączyła etos inteligenta czującego obowiązek troski o prostego człowieka z szacunkiem dla polskiej tradycji. Z tej tradycji wyniósł niechęć do szowinizmu, do absolutyzowania pojęcia narodu. Daleki od religijnej ostentacji, ale kiedy trzeba było, potrafił ostro stwierdzić, iż nie dopuści do zdejmowania w Polsce krzyży.

Po rozstaniu z „Solidarnością” Kaczyński tworzył pierwsze instytucje suwerennej Rzeczypospolitej. Był pierwszym szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego za prezydentury Lecha Wałęsy i szefem NIK. W 2000 r. został ministrem sprawiedliwości – zdobył szacunek Polaków wolą walki z przestępczością. Dwa lata później został prezydentem Warszawy, w 2005 roku prezydentem Polski.

Zarzucano mu, że ma zbyt sztywny stosunek do prestiżu urzędu prezydenckiego, przypisując to jego rzekomej małostkowości. Jednak dla Kaczyńskiego poważne traktowanie prezydentury oznaczało szacunek dla majestatu i powagi Rzeczypospolitej. Wymagał szacunku dla głowy państwa, bo miał świadomość, jak ważnym darem jest wolność tego państwa. Dlatego tak ostro zadawał pytania o polską podmiotowość w polityce zagranicznej, dlatego zabiegał, aby nie zastępować jej próbami przypodobania się wszystkim.

Jego nazwisko będzie utożsamione z projektem IV Rzeczypospolitej. Dziś, gdy hasło to sprowadza się często do rangi politycznego epitetu, warto przypominać, że była idea wzmocnienia państwa i uwolnienia go od plagi korupcji. Czas przyniesie spokojną i pozbawioną zacietrzewienia ocenę tych planów, także prób ich praktycznej realizacji.

Poznałem przyszłego prezydenta osobiście jeszcze w drugiej połowie lat 80., w czasach gdańskiej „Solidarności”. W ciągu następnych lat miałem parę okazji, aby z nim rozmawiać. Wiem, jak bolały go upokorzenia i insynuacje, których nie oszczędzono mu w ciągu prezydentury. Spory o samolot czy krzesło na unijnych szczytach martwiły go, bo uważał je za deprecjonowanie urzędu prezydenta.

Reklama
Reklama

Chciał budować Polskę mocną i zdolną obronić swoją niepodległość, aby spłacić dług pokoleniu akowskiemu, które widziało Polskę zdradzoną i bezsilną.

Czy mu się udało? Na pewno sam, jako człowiek, pokoleniu swoich rodziców spłacił dług z nawiązką. Czy nie popełniał błędów? Dziś wszystkie te kontrowersje bledną wobec majestatu śmierci.

Spór o jego rolę w dziejach Polski rozstrzygnął Pan Bóg, powołując Lecha Kaczyńskiego do siebie w tak tragicznych okolicznościach. Dziś modlimy się za jego duszę, za duszę jego ukochanej żony. Za dusze wszystkich ofiar smoleńskiej tragedii.

 

 

Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama