[b]Rz: Ma pani poczucie klęski w związku z niepowodzeniem konkursu?[/b]
[b]Dr Barbara Fedyszak-Radziejowska:[/b] Kolegium uczyniło wszystko, co mogło, by w sytuacji tragicznej śmierci prof. Janusza Kurtyki zapewnić IPN powołanie prezesa z pełnym zakresem kompetencji. Tymczasowość jest rozwiązaniem wystarczającym, by instytut sprawnie działał, ale niewystarczającym, by działał sprawnie w pełnym zakresie zadań i obowiązków. Ten problem rozumiał także marszałek Bronisław Komorowski, podejmując inicjatywę tzw. małej nowelizacji, która pozwoli mu wskazać spośród wiceprezesów p.o. prezesa z pełnymi kompetencjami. Kolegium uważało, że konkurs jest lepszym rozwiązaniem, w większym stopniu bowiem szanuje zasadę niezależności władz instytutu.
[b]Która z aplikacji kandydatów najbardziej się pani podobała?[/b]
Wśród pięciu ofert tylko trzy miały w pełni merytoryczny charakter. W dwu przypadkach brakowało tak wielu dokumentów, że trudno je traktować poważnie. Niestety, pozostałe trzy z powodów formalnych nie dawały kolegium szans na zakwalifikowanie kandydatów do drugiego etapu. Szkoda, ale w mediach dominował niezgodny ze stanem faktycznym pogląd wspierany, niestety, sugestiami polityków, że konkurs nie jest w pełni prawomocny. Dlatego, podejmując decyzje o dopuszczeniu kandydatów do drugiego etapu, nie mogliśmy w najmniejszym stopniu lekceważyć formalnych wymogów. W porównaniu z rokiem 2005 liczba kandydatów była więcej niż skromna. Zapewne powodem niewielkiego zainteresowania była ta medialno-polityczna narracja dezinformujaca zainteresowanych.
[b]Czy poznamy nazwisko prezesa jeszcze w tym roku?[/b]