[b]Kiedy zrozumiał pan, że misja jest niewykonalna?[/b]
[b]Albert Sosnowski:[/b] Miałem nadzieję do końca. Pod koniec 9. rundy Witalij trafił mnie kilka razy i było już źle, ale jakoś się pozbierałem i pomyślałem, że nie wszystko stracone.
[b]Ale kilka minut później mistrz rozwiał te złudzenia. Był pan już bardzo zmęczony...[/b]
Kliczko pokazał, że jest wielkim pięściarzem. Rozbijał wszystkie próby moich ataków lewą ręką, a skończył prawą. Zadał też wiele ciosów na korpus, pod moją lewą rękę. To były naprawdę mocne uderzenia. Kiedy w wyniku zmęczenia wróciłem do starych, złych nawyków, wyprostowałem się, a lewa ręka zaczęła opadać, wykorzystał to perfekcyjnie. Już po walce powiedział, że zabrakło mi doświadczenia, ale dziękuje mi za twardy pojedynek. Dodał jeszcze, że mam wielkie serce. Dobre i to, najważniejsze, że pokazałem się z dobrej strony, choć niedosyt pozostaje. Liczyłem na więcej, naprawdę wierzyłem, że jestem w stanie sprawić niespodziankę.
[b]Faktycznie Kliczko bije tak mocno, jak mówią?[/b]