Reklama

Strzelcy poświęcili wakacje

Zamiast odpoczywać w Hiszpanii czy na Mazurach, pomagają usuwać skutki żywiołu

Publikacja: 12.07.2010 03:33

W sobotę grupa chłopaków ze Związku Strzeleckiego Strzelec, którzy sprzątnęli w Troszynie Nowym koło

W sobotę grupa chłopaków ze Związku Strzeleckiego Strzelec, którzy sprzątnęli w Troszynie Nowym koło Płocka 16 gospodarstw, wróciła do domów. We wtorek, by pomóc powodzianom, rusza kolejna

Foto: Fotorzepa, Szymon Łaszewski Szymon Łaszewski

Szare domy bez okien i drzwi. Szare drzewa i trawa. Porozrzucane, zniszczone, zabłocone meble, sprzęty, zniszczone ubrania. Przy domach wraki samochodów.

Tak wygląda Troszyn Nowy, wieś niedaleko Płocka. Cała miejscowość została zalana i ewakuowana, gdy 23 maja Wisła przerwała wał przeciwpowodziowy w Świniarach.

Teraz wody już nie ma, ale – jak mówią mieszkańcy – żyć tu nadal nie można.

[srodtytul]Pomagać, a nie marudzić[/srodtytul]

Piątkowe południe. Upał, ponad 30 stopni. Szosą w Troszynie, a raczej tym, co z niej zostało po powodzi, maszeruje oddział kilku chłopaków w wojskowych mundurach.

Reklama
Reklama

Co tu robią? – Jesteśmy strzelcami, przyjechaliśmy pomóc mieszkańcom – wyjaśnia plutonowy Dawid Milczarczyk. Ma 16 lata. Ponad dwa lata temu został członkiem Związku Strzeleckiego Strzelec. – Jesteśmy najmłodszą grupą, zajmujemy się roznoszeniem środków czystości.

Codziennie przemierzają po kilka, a nawet kilkanaście kilometrów. Pytają mieszkańców, czego potrzebują, jak mogą pomóc. I przynoszą rzeczy ze zbiórek, które wcześniej sami zorganizowali.

Kilka kilometrów dalej trochę starsza grupa chłopaków usuwa połamane meble, deski, fragmenty dachu z domu, który w maju został całkowicie zalany.

– To już kolejny dom, który sprzątamy – wyjaśnia mjr ZS Rafał Wiejak. Jest zastępcą komendanta głównego Związku Strzeleckiego Strzelec. – Wieść o tym, że tydzień temu tu przyjechaliśmy, rozeszła się lotem błyskawicy. Teraz mój numer zna chyba każdy we wsi – opowiada. Mieszkańcy dzwonią do niego i proszą, by przyjechał ze swoimi strzelcami, pomógł uprzątnąć podwórko, dom, gospodarstwo. – Niedawno sprzątaliśmy stodołę – wspomina. – Przed powodzią po dach była wypełniona sianem. Gdy woda opadła, z tego siana zrobiła się góra stęchniętego, spleśniałego błota. Pracowaliśmy tam dwa dni.

Strzelcy przyznają, że to było dotąd chyba najgorsze zadanie, jakiego się podjęli w tej wiosce. – Każda warstwa, którą przerzucaliśmy, parowała, a poza tym znajdowaliśmy w tym „sianie” np. jajka. Może sobie pani wyobrazić, jaki to był zapach – dodaje kapral ZS Paweł Wiejacha. Ale zaraz zaznacza: – Nie ma co narzekać. Przyjechaliśmy, żeby pomagać, a nie marudzić.

Do Troszyna przyjechało w sumie 16 chłopaków. Mają od 14 do 18 lat. Dowodzą nimi mjr Wiejak i chorąży ZS Tomasz Głowacki.

Reklama
Reklama

Wszyscy należą do organizacji proobronnej Związek Strzelecki Strzelec. Odwołują się do tradycji organizacji, która powstała jeszcze w 1910 roku we Lwowie. Wówczas była podstawą budowania struktur wojskowych Legionów Polskich marszałka Józefa Piłsudskiego. Później, w okresie międzywojennym, tę nazwę nosiła organizacja paramilitarna.

[srodtytul]Wystarczy „dziękuję”[/srodtytul]

– Proszę pani, ile oni nam tu pomogli, ile zrobili, i w dodatku w takim upale – Honorata Jasińska ma 87 lat. Jej dom stoi na skraju wioski. Gdy woda opadła, pani Honorata wróciła.

Co zastała? Doszczętnie zniszczone budynki. Na podwórku i w piwnicach błoto. Część sprzętów zabrała woda, większość zniszczyła. – To, co zostało, trzeba wyrzucić, ale sama sobie z tym nie poradzę – mówi. – Co prawda pomagają mi wnuk i córka, ale dopiero gdy pojawili się u nas ci chłopcy, obejście udało się w miarę uprzątnąć. Jestem im bardzo wdzięczna.

– Chłopaki są super – chwali inna kobieta.

– Widzę, jak się uwijają, a przecież mogliby po prostu odpocząć po szkole, wyjechać na wakacje – dodaje kolejna.

Reklama
Reklama

Rzeczywiście, większość chłopaków poczyniła już plany wyjazdowe. – Miałem teraz być na Mazurach – mówi Krystian Orman z Grójca.

Dlaczego zrezygnował z wakacji? – Moje wakacje nie są ważne – odpowiada. – Teraz mam obowiązek pomóc tym ludziom tutaj.

Paweł Wiejacha miał już zaplanowane wakacje w Hiszpanii: – Zadzwonił major. Zapytał, czy mogę przyjechać, pomóc ludziom. Nie zastanawiałem się ani sekundy. Wakacje można przecież przełożyć, a nasza praca jest potrzebna teraz.

Do Troszyna przyjechali jako wolontariusze – niczego nie chcą w zamian za swoją pracę. – „Dziękuję” wystarczy – mówią zgodnie.

Gmina udostępniła im w szkole miejsca do spania i wyżywienie. – Kuchnia jest super. Panie kucharki gotują jak w domu – chwalą chłopcy.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Duma generała[/srodtytul]

Inicjatywa zaangażowania Strzelca w akcję pomocy wyszła od gen. Waldemara Skrzypczaka, byłego dowódcy Wojsk Lądowych. – Kiedy zdałem sobie sprawę, że powódź wyrządziła tak ogromne spustoszenia, zapytałem, czy Strzelec może ogłosić mobilizację. Odpowiedzieli natychmiast – podkreśla.

Gen. Skrzypczak odwiedził niedawno chłopaków w Troszynie: – Jestem pod wielkim wrażeniem poświęcenia tych młodych ludzi. To ciężka praca w bardzo trudnych warunkach, a teraz jeszcze są upały.

Generał podkreśla, że jest z nich dumny. – Nie wstydzą się mówić, że są Polakami i patriotami. I kiedy inni zawodzą, oni spieszą z pomocą – mówi i dodaje, że takich ludzi życzyłby sobie w polskiej armii. Wygląda na to, że jego życzenie się spełni, bo większość chłopaków, którzy przyjechali do Troszyna, chce w przyszłości związać się z wojskiem.

W sobotę grupa, która sprzątnęła w Troszynie 16 gospodarstw, wróciła do domów: Ryk, Grójca, Warszawy. Ale powodzianie nie zostaną bez ich pomocy. We wtorek rusza kolejna. – Jest jeszcze dużo do roboty – mówią strzelcy.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama