Andrzej Celiński, poseł niezrzeszony, nie chciał komentować swojej obecności na liście kandydatów Sojuszu Lewicy Demokratycznej do Senatu.
– W tej sprawie się nie wypowiadam – odparł na pytanie „Rz”.
Sojusz nie chce podpisać formalnej umowy koalicyjnej z Socjaldemokracją Polską, ale chętnie sięga po pojedynczych polityków, którzy byli związani z tą formacją.
Celiński, były działacz KOR i „Solidarności”, po 1989 r. był członkiem Unii Demokratycznej i Unii Wolności. W 1999 r. związał się z SLD, z którego odszedł pięć lat później, współtworząc Socjaldemokrację Polską.
W 2008 r. odszedł z tej partii i od tego czasu jest posłem bezpartyjnym, ale najwyraźniej ponownie skłania się ku Sojuszowi.
Obie strony mają interes w tym zbliżeniu. Politykowi bezpartyjnemu trudno jest samodzielnie walczyć o mandat, nawet do Senatu, choć w tych wyborach rozpoznawalność jest równie ważna jak przynależność partyjna. Z kolei SLD potrzebuje na listach znanych nazwisk, a Celiński jest w polityce od 1989 r., nie licząc działalności opozycyjnej w PRL.
Według naszych informacji Sojusz zamierza też przyciągnąć na swoje listy inne znane osoby. – Będziemy rozmawiać o kandydowaniu z prof. Magdaleną Środą – mówi polityk z kierownictwa SLD. – Chcemy też zaoferować miejsce na liście do Sejmu Krystianowi Legierskiemu.
Magdalena Środa jest uznawana za jedną z głównych polskich feministek. Z kolei Legierski, radny SLD od 2010 r., jest gejowskim aktywistą i członkiem nieformalnej grupy na rzecz związków partnerskich.