Samolot Malaysia Airlines zniknął w marcu 2014 r. z 239 osobami - głównie z Chin - na pokładzie, w drodze z Kuala Lumpur do Pekinu.

Na obszarze poszukiwań na Ocenia Indyjskim, o powierzchni 120 tys. km kwadratowych, nie znaleziono żadnych istotnych śladów. Poszukiwanie prowadzone przez Australijczyków, największe w historii lotnictwa, zostało zawieszone w styczniu 2017 roku.

W zeszłym roku zadania odnalezienia maszyny podjęła się amerykańska firma eksploracyjna Ocean Infinity. Przez kilka miesięcy prowadziła ona poszukiwanie na zasadzie "no fond, no fee". Wykorzystywała przy tym zaawansowane drony podwodne do przeszukiwania dna morskiego, ale i ona nie zlokalizowała samolotu. Do tej pory znaleziono tylko kilka niewielkich fragmentów maszyny - wszystkie na zachodnim wybrzeżu Oceanu Indyjskiego.

W niedzielę w centrum handlowym w Kuala Lumpur zebrały się setki ludzi, w tym niektórzy krewni pasażerów MH370, aby uczcić rocznicę zniknięcia odrzutowca.

Nie planuje się nowych poszukiwań, ale minister transportu Anthony Loke zapowiedział, że malezyjski rząd jest  otwarty na wysłuchanie ewentualnych propozycji wznowienia eksploracji.

- Jeśli będą istniały wiarygodne wskazówki i konkretne propozycje, zwłaszcza z Ocean Infinity, jesteśmy bardziej niż chętni na to spojrzeć - powiedział.

W długo oczekiwanym końcowym raporcie ze śledztwa po tragedii, opublikowanym w lipcu zeszłego roku, oficjalny zespół dochodzeniowy wskazał na uchybienia kontroli ruchu lotniczego i stwierdził, że kurs samolotu został zmieniony ręcznie. Nie udało się jednak przy tym wyciągnąć żadnych stanowczych wniosków, co bardzo rozczarowało rodziny zaginionych.