Reklama

Rosjanie liczą ofiary katastrofy na Wołdze

Na Wołdze zginęło 128 osób, w tym 30 dzieci, które przed zatonięciem bawiły się w jednej z sal statku pasażerskiego "Bułgaria"

Aktualizacja: 12.07.2011 10:14 Publikacja: 11.07.2011 20:36

Rosjanie liczą ofiary katastrofy na Wołdze

Foto: AFP

Piotr Skwieciński z Moskwy

– Praktycznie żadne dziecko się nie wydostało. Na pokładzie było dużo, bardzo dużo dzieci – mówiła Natalia Makarowa, która ocalała z katastrofy statku pasażerskiego „Bułgaria". Cały czas trzymała za rękę dziesięcioletnią córkę, ale w pewnym momencie straciła z nią kontakt.

Na pokładzie było co najmniej 208 osób, w tym 25 takich, które formalnie nie wykupiły biletów. Statek był więc poważnie przeładowany – ogółem liczba pasażerów i personelu nie powinna przekraczać 140 osób.

Opowieści uratowanych są wstrząsające. Gdy „Bułgaria" szła pod wodę, do końca słychać było muzykę z pokładowego radiowęzła. Większość dzieci tuż przed katastrofą została zgromadzona w sali tanecznej, na dziecięcą zabawę. Gdy statek nagle pochylił się na prawą burtę, zajmujący się nimi animator kazał maluchom zostać na miejscu i pobiegł na pokład, by „zobaczyć, co się dzieje". Dzieci zostały w oddalonej sali i wszystkie utonęły.

Nie ocalały również te znajdujące się poza salą. Pewien mężczyzna nie zdołał wydostać z kabiny swej żony w ciąży, wyskoczył więc za burtę z kilkuletnim synem. Po pewnym czasie przebywania w wodzie ręce mu zdrętwiały i chłopczyk wyślizgnął mu się z ramion.

Reklama
Reklama

Jak dotąd wiadomo jedynie o ocalonym pięcioletnim Adelu. Adel opowiedział ratownikom, że jego mama i babcia utonęły, a on „złapał za rękę jakiegoś wujka i się wynurzył".

Wśród przyczyn katastrofy wymienia się decyzję kapitana o odejściu od przystani mimo protestów pasażerów i załogi, spowodowanych tym, że jeden z dwóch silników nie działał. A także to, że statek szedł w przechyle od początku rejsu, w przedziale maszynowym były otwarte iluminatory, przez które po pogłębieniu przechyłu zaczęła wlewać się woda, oraz że część przejść na pokład była zamknięta na głucho.

O niedziałającym silniku zeznał uratowany radiotelegrafista z „Bułgarii". Potwierdził też, że paliwo znajdowało się tylko w jednym zbiorniku – co powodowało przechył. Pogoda już przy odbijaniu z portu w Bułgarze była fatalna. I załoga, i pasażerowie protestowali przeciw wychodzeniu w tej sytuacji w rejs, ale kapitan ich nie słuchał.

– Ktoś musiał mu kazać płynąć – przypuszcza radiotelegrafista.

Według ekspertów przeładowanie statku samo nie spowodowałoby katastrofy. Pragnący zachować anonimowość kapitan powiedział „Nowoj Gazietie", że w latach 60. jednostki typu „Bułgaria" przewoziły nawet po 500 osób – ale teraz statek miał już 66 lat. Co więcej, przez dłuższy czas stał nieeksploatowany, a potem – bez kapitalnego remontu – jego właściciel, agencja Wodafłot, zaczął wynajmować go organizatorom rejsów turystycznych. Kilka miesięcy temu właściciele jednostki zaczęli się przymierzać do wymiany jednego z silników. Mając w perspektywie ten wydatek, zaczęli oszczędzać na wszystkim – na kosztach ludzkich i serwisowych.

Organy śledcze zaczęły dochodzenie, a prezydent Dmitrij Miedwiediew ogłosił jednodniową żałobę i nakazał przegląd wszystkich jednostek białej floty.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama