Na co liczyli powstańcy, ogłaszając w piątek, że w nalocie NATO zginął syn libijskiego przywódcy Chamis Kaddafi? Jego śmierć byłaby dotkliwym ciosem dla libijskiego dyktatora i jego armii. Chamis dowodzi bowiem elitarną 32. brygadą, która broni miasta Ziltan i blokuje rebeliantom drogę do stolicy. Zdaniem powstańców na wieść o śmierci Chamisa wybuchły walki w szeregach sił rządowych.
„To fałszywa informacja. Wymyślono historię o zabiciu Chamisa Kaddafiego w Ziltanie, by zatuszować zbrodnię rodziny al Marabit" – ogłosił rzecznik rządu Mussa Ibrahim. Dzień wcześniej to libijskie władze przeprowadziły propagandową ofensywę, wykorzystując rodzinę al Marabit, która miała zginąć w nalocie NATO. Dziennikarzom pokazano ciała dwojga dzieci, ich matki i płaczącego nad trumnami ojca. Kto odpowiada za ich śmierć, trudno zweryfikować. Libijskie władze często przypisują cywilne ofiary atakom sił NATO wspierających z powietrza rebeliantów, choć same nie liczą się z życiem cywilów.
Trwająca od lutego ofensywa powstańców utknęła i obie strony wykorzystują wszelkie środki, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. W zeszłym tygodniu w niejasnych okolicznościach został zabity główny dowódca sił powstańczych, generał Abdel Fatteh Junis. Mieli go zabić walczący po tej samej stronie islamiści, których prześladował, gdy w czasach dyktatury był szefem MSW. Zdaniem ekspertów to dowód na głębokie podziały w szeregach rebeliantów.
Drugi syn Kaddafiego Saif al Islam próbował wykorzystać szansę na wbicie klina między powstańców i zapowiedział w wywiadzie dla „New York Times", że buduje sojusz z islamistami przeciwko ich liberalnym sojusznikom.
– Mamy ewidentny impas w Libii i nie uda się go przełamać bez nowatorskiego podejścia do sprawy – mówi „Rz" Yehudit Ronen, izraelska ekspertka ds. Libii z Uniwersytetu w Tel Awiwie. Jej zdaniem wspólnota międzynarodowa ma zbyt sprzeczne interesy, by zmusić Kaddafiego do kapitulacji. – Kaddafi się nie podda, bo utożsamia się z państwem. Nie pozwoli się wygnać ani postawić przed sądem. Jedyne wyjście to pozwolić mu pod pewnymi warunkami na pozostanie w kraju. Nie jest to rozwiązanie wymarzone dla nikogo, ale jedyne, które może przełamać impas – mówi prof. Ronen.