Jak ustaliła „Rz", w najbliższy wtorek, na posiedzeniu Komisji Krajowej zorganizowanym po raz pierwszy od lat w historycznej sali BHP, w której podpisywano porozumienia gdańskie, szef „S" Piotr Duda będzie musiał odpowiedzieć na ostrą krytykę części działaczy.
– Może trzeba będzie za zamkniętymi drzwiami powiedzieć sobie parę rzeczy prosto w oczy – mówi Kazimierz Grajcarek z Komisji Krajowej „S". Nieoficjalnie wielu działaczy przyznaje: w związku wrze.
O co chodzi? Przede wszystkim o stosunki na linii „Solidarność" – rząd Donalda Tuska.
Część działaczy uważa, że Duda prowadzi zbyt uległą politykę w stosunku do gabinetu Platformy Obywatelskiej i PSL.
– Potrzebna jest dyskusja, w którą stronę ma iść związek – mówi „Rz" Jan Mosiński, przewodniczący „S" w południowej Wielkopolsce. – Trzeba skończyć z polityką gestów.
– Duda działa na szkodę związku – mówi krótko Roman Gałęzewski, szef „S" w Stoczni Gdańskiej.
A działacz związku z Jastrzębskiej Spółki Węglowej dodaje: – Musimy zaostrzyć nasze działania i skłonić rząd do przyjęcia naszych postulatów pracowniczych. A Duda tego nie robi .
– Zaostrzać to oni sobie mogą, ale ołówki – komentuje Tadeusz Majchrowicz, szef podkarpackiej „S", uważany za zaufanego Dudy.
W rozmowie z „Rz" Piotr Duda zapewnia, że do dyskusji nie dopuści. – Nie pozwolę na żadną upolitycznioną dyskusję, w którą stronę ma iść związek. Jesteśmy związkiem zawodowym, a nie partią polityczną – mówi.
Awantura zaczęła się wcześniej – od zaproszeń na Dzień Wolności i Solidarności – święto NSZZ „Solidarność" obchodzone 31 sierpnia. Szef związku zdecydował, że zaproszeni do Gdańska zostaną tylko przedstawiciele władz: były prezydent Lech Wałęsa, premier Donald Tusk, prezydent Bronisław Komorowski i przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek (PO). Związkowcy chcieli, by był obecny również prezes PiS Jarosław Kaczyński.
– Działania Dudy nie przynoszą pożytku ani związkowi, ani pracownikom, których interesów ma bronić „Solidarność". I trzeba o tym porozmawiać na forum Komisji Krajowej, bo mam wrażenie, że Duda nie dorósł do stanowiska, które zajmuje – oskarża przewodniczącego w rozmowie z „Rz" Gałęzewski.
– Rok temu ja i moja opcja wygraliśmy wybory w związku. Szanuję różne opinie, ale dopóki ja jestem przewodniczącym, nikt mi niczego nie będzie narzucał – broni się Duda. – Taką władzę dał mi Krajowy Zjazd Delegatów.
Na 31. rocznicę Porozumień Sierpniowych związkowcy ze Stoczni Gdańskiej zaprosili Jarosława Kaczyńskiego.
– Mieli prawo to zrobić – ocenia Krzysztof Dośla, członek Komisji Krajowej. Ale Duda w specjalnym oświadczeniu zarzucił Karolowi Guzikiewiczowi, wiceprzewodniczącemu stoczniowej „S", który wystosował zaproszenie do prezesa PiS w imieniu gdańskich stoczniowców, działanie na szkodę związku.
– To nie jest kłótnia o rocznicę. To konflikt o to, jak działa związek, czy naprawdę walczy o prawa ludzi pracy czy stał się przybudówką wspierającą rząd Donalda Tuska – mówi „Rz" Guzikiewicz. I wskazuje, że podczas niedawnej konferencji Dudy i Lecha Wałęsy były prezydent zaapelował o poparcie w wyborach PO. – Duda, zamiast dbać o apolityczność związku, nie zareagował – dodaje Guzikiewicz.
Przeciwnicy Dudy mówią, że we wtorek wniosek o wotum nieufności wobec przewodniczącego może się jeszcze nie pojawić. Ale jeśli dyskusja nie zakończy konfliktu, to już we wrześniu podczas kolejnego posiedzenia KK zażądają zwołania krajowego zjazdu delegatów w tej sprawie.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora w.wybranowski@rp.pl