O co chodzi z kotami, które wystąpiły z panem w spocie PJN? Dlaczego pan z nimi rozmawiał?
Marek Migalski:
To jest greps, który promuje nasz postulat 400 złotych miesięcznego dodatku na każde dziecko w rodzinie. Mam pretensje do kotów, że nie są dziećmi, bo dostawałbym te pieniądze. Chcieliśmy zaprezentować nasz program w sposób frywolny, przyjazny i mam nadzieję dowcipny.
Nie widzę tu frywolności ani dowcipu, tylko mało czytelny przekaz.
Fakt, łopatologia to to nie jest. Mógłbym oczywiście wyjść w krawacie i powiedzieć: PJN domaga się, by na każde dziecko rodzina dostawała 400 zł dodatku miesięcznie. Tylko teraz byśmy o tym nie rozmawiali, bo gadająca głowa nikogo nie interesuje. A tak, w niekonwencjonalny sposób, nie atakując nikogo, bo nikt z nas nie jest Adamem Hofmanem z PiS kopiącym przeciwników w brzuch, próbujemy dotrzeć do wyborców. No i mamy bezpłatną reklamę, bo dziennikarze się tym interesują.
Czy to, że wystąpił pan w reklamówce PJN, oznacza, że będzie pan kandydował do Sejmu?
Będę wspomagał kolegów wiedzą, doświadczeniem i twarzą, ale do Sejmu nie kandyduję. Po pierwsze dlatego, że PJN potrzebuje swojej reprezentacji w Parlamencie Europejskim. A po drugie, że gdybym wygrał, mój mandat przypadłby automatycznie pisowcowi. A nie chcę im sprawiać takiej frajdy.
A może po prostu boi się pan, że byli koledzy z PiS będą panu w kampanii wytykać zdradę?
I tak to robią. A odwagi mi nie brakuje, przeciwnie, mam wręcz skłonność do brawury.
Jaki jest sens promowania pana nazwiska w spotach wyborczych, skoro pan nie kandyduje? Mógłby w nich wystąpić ktoś, kto będzie walczył o mandat.
No tak, ale ja jestem jedną z czterech najbardziej rozpoznawalnych osób w PJN. I przez swoją rozpoznawalność promuję markę partii.
To taka przewrotna strategia i kolejne spoty będą np. z udziałem Pawła Kowala, który jest rozpoznawalny, ale też nie kandyduje?
Owszem jest w przygotowaniu spot z Pawłem Kowalem. Bo to jest kampania ogólnopolska, w której reklamujemy przede wszystkim nasz program, a nie ludzi.
Ile będzie tych spotów?
Około 20. Następny będzie przedstawiał nasz stosunek do edukacji. Tam będzie występował sześcioletni chłopak. On oczywiście też nie kandyduje, bo jest za młody, a przepisy wyborcze są bezwzględne.
Wystąpił pan też w drugim spocie jako zły starosta.
Ten starosta to jest ostatni cham i kretyn, który skandalicznie się zachowuje. W ten sposób promujemy nasz postulat bezpośrednich wyborów starostów i marszałków województw. Żeby ludzie nie spotykali się ze złym traktowaniem w urzędach.
Myśli pan, że to jest najbardziej palący problem do rozwiązania w 2011 roku?
Nie, ale jest to jeden z ważnych problemów administracyjnych. Ich przezwyciężenie ma pomóc ludziom wziąć sprawy w swoje ręce i usprawnić działanie naszego państwa. Bo my w PJN chcemy przywrócić je obywatelom.