74-letni Jurij Mieszkow został zatrzymany przez policję w centrum Symferopola, gdzie przyszedł na uroczystości piątej rocznicy wchłonięcia półwyspu przez Rosję.

Policjanci zarzucili, że albo jest pijany albo pod działaniem narkotyków. Po badaniu okazało się, że Mieszkow nie brał żadnych używek. Wsadzono go więc na dwa dni do aresztu za „sprzeciw przedstawicielom władzy".

Ćwierć wieku wcześniej przystojny sportowiec i dobry mówca wygrał przytłaczającą większością wybory prezydenta Krymu (będącego autonomiczną republiką w składzie Ukrainy) zdobywając ponad 70 proc. głosów. Mieszkow domagał się zbliżenia z Rosją (a w końcu przyłączenia do niej).

Najpierw jednak chciał podpisać z Moskwą sojusz polityczny, wprowadzić na półwyspie rosyjskie obywatelstwo i rubla, rosyjską strefę czasową etc. Skłócił się jednak z własnym rządem, którego większość stanowili przybysze w Rosji i w końcu sam sparaliżował struktury władzy na półwyspie.

W końcu 1995 roku parlament w Kijowie usunął go i jednocześnie znacznie ograniczył autonomię półwyspu, likwidując samo stanowisko prezydenta. Mieszkow wyjechał do Rosji i zamieszkał pod Moskwą.

Wiosną 2014 roku, na fali nacjonalistycznej euforii w Rosji z powodu agresji na Ukrainę, były prezydent – a obecnie emeryt – zaczął domagać się zniżek w sklepach w pobliżu swego miejsca zamieszkania.

Od tego czasu zaczął odwiedzać półwysep. Teraz zaś próbował zwołać w Symferopolu wiec przeciwko działaniom obecnych rosyjskich władz półwyspu. Jednak władze nie wydały na to zgody. Mieszkow uważa, że jego zatrzymanie to zemsta tychże władz, a on sam jest „więźniem politycznym".