Janusz Palikot, którego ugrupowanie znajdzie się w Sejmie, twierdzi, że przyszła koalicja (także ta najbardziej prawdopodobna – Platformy Obywatelskiej z PSL) musi uwzględnić w praktyce rządzenia "część wartości zawartych w projekcie jego partii".
Politycy i sympatycy innych opcji reagują na te deklaracje zaskoczeniem, a nawet szokiem.
– Rozmawiać trzeba. Ale pytanie, czy to nie jest populistyczny ruch jednej kadencji i czy na pewno jest lewicowy – komentuje zapowiedzi Palikota Tomasz Kalita, rzecznik SLD. Nie jest pewien, czy to polityk z Lublina powinien reformować lewicę.
– Trudno mi sobie wyobrazić współpracę w rządzie czy parlamencie z Januszem Palikotem – mówi Janusz Sepioł, senator Platformy z Krakowa. – To raczej gwiazda jednego sezonu. Głosowali na niego głównie młodzi, niedoświadczeni wyborcy, którzy po kilku latach poglądy zmieniają. To podobny elektorat jak ten Janusza Korwin-Mikkego, który także uwodzi młodych szokującymi wypowiedziami.
Zdaniem Sepioła konserwatywne skrzydło PO zrobi wiele, by do współpracy z Ruchem nie doszło.
Sukces ugrupowania Palikota niepokoi Kazimierza Barczyka z PO, przewodniczącego Sejmiku Województwa Małopolskiego. – To taka miejska Samoobrona. Będą rozrabiać w Sejmie – wieszczył po zamknięciu lokali wyborczych i pierwszych sondażach.
– Poparcie dla Ruchu Palikota powinno nas zaniepokoić. Szczególnie fakt, że głosowała na niego młodzież – uważa jezuita ks. Krzysztof Mądel. – To jeden z dowodów na wzrost nastrojów antyklerykalnych w Polsce. Kościół musi zaś lepiej komunikować się z całym społeczeństwem, nie tylko ze swoimi wiernymi. Trzeba szybko reagować na pojawiające się problemy i reagować z pełną otwartością, np. wtedy, kiedy rozmawiamy o Komisji Majątkowej.
– Nie ma co panikować, ale mieć otwarte oczy trzeba – mówi bp Tadeusz Pieronek.
– Wybryki polityków zdarzają się niemal od początku świata. Poczekajmy trochę i sprawdźmy, co pokaże Ruch Palikota. Zobaczymy, jak się umie troszczyć o dobro wspólne. Taka zbieranina zwykle się nie zrasta, więc być może długo nie przetrwa.
– Powinniśmy się martwić tak wysokim poparciem dla Ruchu Palikota – nie ma wątpliwości politolog, profesor UJ i świeżo upieczony poseł PiS Włodzimierz Bernacki. – To efekt ubiegłorocznych wydarzeń, m.in. tego, co się działo na Krakowskim Przedmieściu wokół sporu o krzyż. Zawiodły instytucje publiczne, doszło do przyzwolenia na odrzucenie wielu wartości. Moim zdaniem możliwa jest współpraca części Platformy z Januszem Palikotem w parlamencie, a co najmniej jego ciche poparcie dla rządu. Choć być może środowisko Jarosława Gowina nie najlepiej czułoby się w takim towarzystwie.