Rz: Czy w Doniecku odbyły się wybory?
Aleksandr Kliużew: W obwodzie donieckim komisje działały jedynie w ośmiu z 22 okręgów wyborczych. Mieszkańcy miasta Doniecka w ogóle nie mogli oddać głosu, ponieważ nie otwarto tu żadnej komisji. Po mieście jeździły ciężarówki z uzbrojonymi po zęby terrorystami. Pojawili się również czeczeńscy bojówkarze Kadyrowa, którzy przyjechali, by wesprzeć samozwańcze władze.
Czyli separatystom udało się uniemożliwić wybory?
Zastraszano członków komisji wyborczych i ich rodziny, porywano przewodniczących tych komisji. Gdy próbowano otwierać lokale do głosowania, przyjeżdżali uzbrojeni ludzie i kazali wszystkim wracać do domów. W obecnej sytuacji Centralna Komisja Wyborcza postanowiła nie przeprowadzać wyborów w Doniecku. Gdyby tego nie zrobiono, zginęłyby tysiące ludzi. Tymczasem lokale wyborcze otwarto w Mariupolu i to już jest wielki sukces.
Przecież były plany zorganizowania mobilnych punktów do głosowania pod ochroną wojska...
Plany te nie zostały zrealizowane, ponieważ byłoby to niezgodnie z ukraińskim prawem. Separatyści mogliby wtedy powiedzieć, że wybory odbyły się pod lufami automatów. Poza tym pojawiłyby się tysiące wątpliwości co do rzetelności wyników, a przecież nikt nie chciałby unieważnienia wyborów z tego powodu.
Czy mieszkańcy Donbasu mogli zagłosować w innych regionach Ukrainy?
To niemożliwe, ponieważ musieliby zmieniać miejsce swojego zameldowania. Teoretycznie Rada Najwyższa wspólnie z Centralną Komisją Wyborczą mogłyby zmienić prawo wyborcze. Mimo to wyjazd z okupowanych obwodów tysięcy ludzi nie byłby możliwy.
Czyli Donbas idzie w kierunku Naddniestrza?
Tu będzie gorzej niż w Naddniestrzu, ponieważ w Tyraspolu jest mocna władza, która wszystko kontroluje. W tym czasie u nas rządzą grupy przestępcze, które ciągle terroryzują mieszkańców. —ru.sz.