Jak ujawniliśmy na stronie internetowej "Rz", PiS rusza z wakacyjną ofensywą w sprawie afery taśmowej. Pokazał plakat, który użyje w kampanii skierowanej do mieszkańców największych polskich miastach. - To kolejna odsłona naszych działań. Chcemy wykorzystać wakacje, bo to czas w polityce martwy. Planujemy dużą akcję plakatową w największych miastach. Ma podtrzymać temat afery taśmowej, który powoli przysycha - tłumaczył nam rozmówca z władz PiS. Czytaj więcej
Tzw. citylight (których w polskich miastach zawiśnie ponad 1000) odwoływał się do bilbordu PO z 2007 r., w którym ówczesna opozycja użyła hasła: "By żyło się lepiej. Wszystkim". W wersji PiS na końcu pojawiło się słowo "sitwa". Wygląd plakatu wzbudził zastrzeżenia w firmie outdoorowej. Po sporze co do jego emisji, stanęło na tym, że zamiast "sitwy" pojawi się "władza".
- Inaczej stracilibyśmy pieniądze - tłumaczył na konferencji prasowej Kaczyński.
Bilbord PO z 2009 r., do którego nawiązuje PiS
Z informacji "Rz" wynika, że zastrzeżenia do plakatu miała firma AMS S.A., związana z Agorą - wydawcą "Gazety Wyborczej". - Kampania oficjalnie nie ruszyła i do tego czasu nie chcielibyśmy jej komentować - poinformowała nas Monika Oleksińska z AMS. Odesłała nas do zleceniodawcy.
Jak wynika z naszych informacji, firma zasłoniła się opinią swojego radcy prawnego. Miał on kilka zastrzeżeń. Jego zdaniem reklama spełniała przesłanki "pomówienia z kodeksu karnego wobec osób przestawionych na zdjęciu (art. 212 kk"), naruszał "dobra osobiste osób na zdjęciach (art. 23, 24 kc)". Wskazał też, że hasło "Czas na zmiany" oznacza, że to plakat wyborczy, a "kampania wyborcza się jeszcze nie rozpoczęła". Przekonywał też, że narusza "kodeks etyki reklamy (art. 12)".
Ostatecznie uzgodniono wersję kompromisową. Nie zniknęło z niej uznane za wyborcze hasło "Czas na zmiany", a jedynie słowo "sitwa". PiS zamierza promować reklamę z pierwotnym przesłaniem w internecie.
W przyszłym tygodniu rozpoczynamy w internecie akcję #CzasNaZmiany pic.twitter.com/OAvBOiwyKX
Krytykował to Kaczyński. Na konferencji sugerował, że za decyzją firmy stoją rządzący, który "są na swoim punkcie przewrażliwieni". - Ich trzeba traktować w rękawiczkach, a oni mogą walić maczugą - mówił, odwołując się do negatywnych kampanii, które stosowała PO. - W Polsce zaczynają być stosowane metody typu wschodniego. (...) Maszerujemy na wschód - ocenił.
Obejrzyj „Rząd przeje nasze pieniądze?”