Reklama

Mińsk: bomba z opóźnionym zapłonem

W białoruskiej stolicy podpisano porozumienie, które zawiera w sobie niszczące je elementy.

Aktualizacja: 13.02.2015 06:23 Publikacja: 12.02.2015 18:09

Prezydenci i pani kanclerz kończą wielogodzinny maraton rokowań. Fot. Andrey Stasevich

Prezydenci i pani kanclerz kończą wielogodzinny maraton rokowań. Fot. Andrey Stasevich

Foto: AFP/BELTA

„Mimo wszystko udało nam się porozumieć w najważniejszej sprawie" – powiedział po całonocnych rozmowach prezydent Władimir Putin. Przywódcy Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy podpisali krótką deklarację polityczną, w której „potwierdzili suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy".

Dodatkiem do deklaracji liderów jest „Kompleks środków w celu wypełnienia porozumień mińskich" (poprzednich – z września 2014 roku). 13-punktowy dokument (wraz z 8-punktowym aneksem) ustala przede wszystkim ponowny rozejm – tym razem od północy z soboty na niedzielę. Najwięcej miejsca w dokumencie poświęcono dokładnemu opisaniu, kto, co i na jaką odległość powinien wycofać z frontu. Broń ciężką podzielono na kategorie (w zależności od zasięgu) i wyznaczono osobne odległości. Ponieważ armia ukraińska będzie wycofywała swój sprzęt z obecnej linii frontu, a separatyści – z linii wyznaczonej we wrześniu 2014 r. (a od tego czasu zdobyli oni znaczne tereny), oznacza to, że ci ostatni będą musieli cofnąć swój sprzęt znacznie dalej niż Ukraińcy.

Punkty dotyczące ustaleń czysto wojskowych są najdokładniejsze. Dalej dokument opisuje znaczne ustępstwa polityczne ze strony ukraińskiej, idące dużo dalej niż w porozumieniu sprzed pół roku. Jednak większość z nich jest wpisana z zastrzeżeniami: „należy zbadać możliwość". Jednocześnie narzuca Ukrainie przeprowadzenie „reformy konstytucyjnej", która miałaby zapewnić przywileje terenom zajętym przez separatystów, a przed którą wcześniej bronił się prezydent Poroszenko.

– Jedynym realnym rezultatem porozumień jest rozejm i nic ponadto. W dodatku możliwy jest tylko rozejm, a nie trwały pokój – powiedział „Rz" ukraiński publicysta Witalij Portnikow. – Rosja nie będzie ich wypełniać, bo nie dostała tego, czego chce: podporządkowania Ukrainy i kogoś w rodzaju Janukowycza jako naszego prezydenta – dodał.

Również opozycyjni rosyjscy politycy uważają, że porozumienie nie przetrwa długo. – Długoterminowa umowa nie jest wygodna dla żadnej ze stron (dla Moskwy ani Kijowa) – uważa deputowany Ilja Ponomariow.

Sam dokument zawiera wiele kontrowersyjnych zapisów, które mogą zniszczyć porozumienie w każdej chwili.

1.

„Wycofanie wszystkich zagranicznych formacji zbrojnych, techniki wojskowej, a także najemników (...). Rozbrojenie wszystkich grup" – nie przewidziano terminu wykonania tego punktu, nie wskazano też jasno, że chodzi o oddziały regularnej armii rosyjskiej. Moskwa cały czas kategorycznie zaprzecza, że jej wojska znajdują się na Ukrainie, i przedstawia tamtejszą wojnę jako „konflikt wewnątrzukraiński". Natomiast rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych już zażądało od Chorwacji (!), by ta wycofała swoich „najemników" – podobno bowiem kilku Chorwatów służy w jednym z ukraińskich batalionów ochotniczych.

Reklama
Reklama

Nie wiadomo też, kto zostanie uznany za „grupy" podlegające rozbrojeniu. Rosja wcześniej żądała złożenia broni przez te właśnie ukraińskie bataliony, choć podporządkowane są one albo Ministerstwu Obrony, albo Spraw Wewnętrznych, albo Gwardii Narodowej, i poddane wojskowej dyscyplinie. Nie wydaje się, by poszczególne oddziały separatystów zgodziły się złożyć broń, zresztą przed kim?

2.

„Wznowienie całkowitej kontroli nad granicą (z Rosją) ze strony rządu Ukrainy" – i tym samym zatrzymanie potoku broni, uzbrojenia, amunicji oraz ludzi płynących z Rosji do separatystów w Donbasie ma nastąpić dopiero pod koniec 2015 r., i to po przeprowadzonych wcześniej wyborach samorządowych na terenach kontrolowanych przez nich oraz „po konsultacjach z nimi". Jednak bez odcięcia separatystów od rosyjskiego zaplecza nie uda się z nimi porozumieć, ufni we wsparcie Moskwy cały czas zapowiadają, że chcą zdobyć całe tereny obwodów donieckiego i ługańskiego.

Jednocześnie taki zapis jest sukcesem Ukrainy, porozumienie sprzed pół roku nie przewidywało oddania granicy pod jej kontrolę, ale jedynie monitoring ze strony OBWE.

3.

„Zapewnić ułaskawienie i amnestię (...) osobom mającym związek z wydarzeniami w niektórych rejonach obwodu donieckiego i ługańskiego" – żądanie dwukrotnie powtórzone w dokumencie i skierowane do strony ukraińskiej. Jednak nawet jeśli zostanie wypełnione, to raczej nie w sposób, jaki zadowoli separatystów i Moskwę. Trudno sobie bowiem wyobrazić, by Ukraińcy przebaczyli np. dowódcy batalionu separatystów „Somalia" Michaiłowi Tołstychowi, pseudonim Giwi, który publicznie zmuszał ukraińskich jeńców do zjadania ukraińskiej flagi, nie mówiąc już o zbrodniach wojennych, jak mordowanie ukraińskich jeńców. Jeśli rozejm utrzyma się dłużej, to osobiste bezpieczeństwo poszczególnych watażków z Donbasu stanie się znacznym problemem.

4.

„Określenie możliwości pełnego odbudowania więzi społeczno-ekonomicznych, w tym wypłat dodatków socjalnych i innych. W tym celu Ukraina wznowi  działanie swojego systemu bankowego w rejonach dotkniętych konfliktem" – blokada ekonomiczna Donbasu jest w tej chwili najskuteczniejszym środkiem nacisku na separatystów, jaki ma Kijów. Wątpliwe, by z tego łatwo zrezygnował, szczególnie gdy okaże się, że nie może osiągnąć innych celów opisanych w mińskim porozumieniu. Jednocześnie Francja i Niemcy zgłaszają gotowość udzielenia pomocy w odtworzeniu systemu bankowego w Donbasie. Ale tam problemem pozostaje jednak zwykłe bezpieczeństwo placówek i ich pracowników – w regionie, w którym „rządzi ten, kto ma większego gnata" (jak mówią w Doniecku). Trudno sobie wyobrazić zwykłe przewożenie gotówki do Donbasu, który podzielony jest na rejony rządzone przez poszczególne oddziały. A jednocześnie nie ma tam ukraińskiej milicji.

Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama