„Nie ma warunków do wycofania ciężkiego uzbrojenia z frontu" – oświadczył w poniedziałek Eduard Basurin tytułujący się wiceministrem obrony Donieckiej Republiki Ludowej. Godzinę wcześniej dowiedział się, że Unia Europejska wpisała go na czarną listę osób, którym zabroniono wjazdu do Europy.
Główną i najdłuższą częścią mińskiego porozumienia rozejmowego podpisanego 12 lutego było dokładne wymienienie, na jaką odległość od linii styku obu wojsk powinno zostać wycofane ciężkie uzbrojenie przeróżnej wielkości i kalibru. Odmowa wykonania tego punktu (nr 2 w dokumencie) ze strony separatystów natychmiast postawiła pod znakiem zapytania całą umowę, wynegocjowaną przy pośrednictwie niemieckiej kanclerz Angeli Merkel i prezydenta Francji Francois Hollande'a. Bez wprowadzenia w życie przerwania ognia i cofnięcia ciężkiej broni nie można przejść do realizacji następnych punktów.
W dwie godziny po separatystach również Kijów odmówił wycofania swoich armat na tyły. „112 ostrzałów (artyleryjskich ze strony separatystów w ciągu doby) nie wskazuje na przerwanie ognia, dlatego na razie nie jesteśmy gotowi do zabrania ciężkiego sprzętu (z linii frontu)" – powiedział rzecznik dowództwa ukraińskiej operacji antyterrorystycznej Andrij Łysenko.
Punktem zapalnym jest zajmowany przez ukraińską armię rejon Debalcewa (węzła transportowego między Donieckiem i Ługańskiem). Od wschodniej i północnej strony bez przerwy jest ostrzeliwany przez rosyjską artylerię oraz czołgi. Te ostatnie, korzystając z milczenia ukraińskiej artylerii, podjeżdżają do zabudowań i strzelają z bliskiej odległości. Żołnierze się skarżą, że do walki z opancerzonym przeciwnikiem zostały im tylko karabiny.
W samym Debalcewie sytuacja jest ciężka, gdyż Ukraińcom pozostała na zaplecze jedynie polna droga, która jednak znajduje się w zasięgu rosyjskiej artylerii.
Walki, choć na mniejszą skalę, toczą się też wokół lotniska w Doniecku, ale na pozostałych odcinkach długiego frontu jednak zapadła cisza. Nawet w okolicach Mariupola, które ostatnio był polem bitwy.
– Rozpędzone machiny wojenne, tak wielkie jak używane obecnie w Donbasie, trudno od razu zatrzymać – powiedział „Rz" o sytuacji na froncie ukraiński analityk wojskowy Konstantin Maszowec. Jednak zastrzegł, że nie dotyczy to rejonu Debalcewa, gdzie Rosjanie po prostu nie chcą zaprzestania walk, lecz za wszelką cenę zdobyć miejscowość.
W poniedziałek nadeszły nawet informacje, że z separatystycznej linii frontu wycofywane są oddziały regularnej armii rosyjskiej, a ich miejsce zajmują różnego rodzaju „kozacy" i miejscowe „pospolite ruszenie". A ci zaś już zapowiedzieli, że nikt z nimi niczego nie podpisywał, dlatego nie zamierzają przestrzegać zawieszenia broni.
Jakby przewidując taki rozwój sytuacji – przerwanie przez Rosjan walk tylko tam, gdzie to im jest wygodne – Bruksela przyjęła w poniedziałek kolejny pakiet sankcji. Na czarną listę osób, których aktywa zostały zamrożone, a wjazd do UE zakazany, dopisano 19 osób – w większości separatystycznych bojówkarzy. Nie wydaje się jednak, by ktoś z nich miał już konto w zachodnich bankach. Ale oprócz nich na liście znalazło się też pięciu rosyjskich polityków, w tym dwóch wiceministrów obrony, zastępca szefa sztabu generalnego oraz piosenkarz Josif Kobzon. Ten ostatni, urodzony pod Donieckiem, znany jest ze wspierania prezydenta Putina i separatystów, wystąpił m.in. z koncertami na opanowanych przez nich terenach. Zakazem wjazdu objęły go wcześniej Ukraina i Łotwa.