Rzeczpospolita: Ustawy o Sądzie Najwyższym i KRS doczekały się w poniedziałek prezydenckiego weta. Andrzej Duda zaznaczył, że to pani w dużym stopniu przekonała go do podjęcia takiej decyzji. Jakie były pani argumenty?

Zofia Romaszewska: Po pierwsze czuję się zażenowana, po drugie zaszczycona, a po trzecie to właściwie nie do końca prawda. Prezydent konsultował się w tej sprawie z wieloma ludźmi o bardzo różnych poglądach. Ja zwracałam uwagę na to, że ustawa, zwłaszcza o tak dużym znaczeniu, nie może być pisana na kolanie. Poza tym – oddanie absolutnej władzy ministrowi sprawiedliwości? To po prostu niedopuszczalne.

Dlaczego tak pani uważa?

Jeden człowiek nie może mieć władzy nad wymiarem sprawiedliwości. Szczególnie jeśli jednocześnie jest on prokuratorem generalnym, bo od razu nasuwa się podejrzenie, że także prokuratura będzie miała wpływ na to, jaka będzie linia orzecznicza. Oczywiście, w teorii sądy będą niezawisłe i sędziowie nie będą poddawani naciskom. Jeśli reforma PiS dojdzie do skutku, to mam tylko nadzieję, że sędziowie mianowani przez ministra Zbigniewa Ziobrę będą się tego trzymać. Ale zawsze będzie istniało ryzyko, że jeden sędzia awansuje, a drugi nie – tak przecież wygląda życie. Problem polega na tym, że żyjemy w kraju, w którym rzeczywiście sądownictwo koniecznie potrzebuje reformy. Zdecydowanie trzeba ją przeprowadzić, ale nie w taki sposób, jak podjął się tego PiS.

Zatem jak powinna wyglądać ta reforma?

Nie jestem fachowcem w tej kwestii – to jest bardzo skomplikowane i istnieje wiele koncepcji rozwiązania tego zagadnienia. Ale wiem, że np. uzasadnienia wyroków sądu powinny być przede wszystkim zrozumiałe dla obywatela. To nie może wyglądać tak, że na komputerach kopiuje się 20 stron bardzo mądrych wywodów, z których właściwie nie da się wywnioskować, dlaczego zapadł taki, a nie inny wyrok. Poza tym sprawy sądowe nie mogą trwać miesiącami czy nawet latami. Obecnie można wyszukać tysiąc powodów, dla których rozprawy mogą toczyć się w nieskończoność. To po prostu musi zostać zreformowane. Najważniejsze, żeby w końcu wprowadzić reformy w życie, i prezydent Duda to obiecał – w ciągu dwóch, trzech miesięcy zgłosi on swoją inicjatywę ustawodawczą i teraz od Sejmu będzie zależało, czy zostanie przyjęta.