Według mnie największy wpływ na jego decyzję miało ostentacyjne lekceważenie, z jakim prezydent spotykał się ze strony własnego obozu politycznego. Wystarczy odwołać się chociażby do wypowiedzi czy zachowań niektórych ministrów – np. Antoniego Macierewicza, Witolda Waszczykowskiego czy Zbigniewa Ziobry. Nie bez znaczenia było także postępowanie Jarosława Kaczyńskiego, który dopuścił do tego, żeby prezydent przyjeżdżał w nocy do jego prywatnego domu.
Co zatem się zmieniło?
Po dwóch latach prezydent w końcu zrozumiał, że to nie on potrzebuje PiS-u, ale to PiS potrzebuje jego. To otwiera przed nim zupełnie nową sytuację polityczną, bo teraz w żadnej istotnej sprawie PiS nie będzie miał stuprocentowej pewności, że prezydent ją poprze. Chyba że zostanie przywrócony normalny mechanizm, w którym przed uchwaleniem ustaw prowadzone są konsultacje z prezydentem. Przecież nie byłoby tego wszystkiego, gdyby PiS nie potraktował swojego prezydenta po prostu jak ślepego notariusza. To tylko pokazuje, że Polska ma w tym zakresie wady ustrojowe.
To znaczy?
Mówię o tzw. pękniętej egzekutywie. Z jednej strony mamy system parlamentarno-gabinetowy, w którym zasadniczą rolę odgrywa rząd mający większość parlamentarną. Z drugiej strony dobudowano do tego urząd prezydenta. Jego wybór na drodze głosowania powszechnego daje mu niezwykle silny mandat polityczny, a do tego złożono na jego ręce prawo weta ustawodawczego. Oczywiście prezydentowi znacznie łatwiej korzystać z tego prawa, jeśli nie pochodzi z rządzącego obozu politycznego.