Polska od początku wojny wspiera Ukrainę na wielu płaszczyznach. Nasz kraj ma oczywiście nadzieję na udział polskich firm w odbudowie w stopniu proporcjonalnym do tego wysiłku. A jak sytuacja wygląda obecnie, czy polski biznes wykorzystuje szansę, jaką daje udział w odbudowie Ukrainy?

W powszechnym przekonaniu odbudowa to proces, który nastąpi dopiero po wojnie. My w KUKE uważamy jednak, że on już trwa. Zaczął się w 2022 roku, gdy wojska rosyjskie opuściły okolice Kijowa, a ukraińskie firmy powróciły do możliwie normalnego funkcjonowania. Pamiętajmy, że aż 70 proc. ukraińskiego PKB pochodzi z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Nasza pomoc polega na podawaniu im swoistej „kroplówki” – umożliwianiu prowadzenia biznesu poprzez handel towarami i usługami, które dostarczają polskie firmy. Zrobiliśmy to jako pierwsi na świecie i nadal jako KUKE zabezpieczamy transakcje tak, by polski przedsiębiorca mógł bezpiecznie sprzedawać do Ukrainy, nie obawiając się o zapłatę nawet w przypadku zaostrzenia sytuacji czy też konieczności wprowadzenia moratorium płatniczego przez bank centralny.

Co dają te rozwiązania obu stronom transakcji?

Dla polskich firm to przede wszystkim bezpieczeństwo – jeśli kontrahent nie zapłaci, otrzymają odszkodowanie od KUKE. Natomiast przedsiębiorstwom ukraińskim możliwość kupowania towarów z odroczonym terminem płatności pozwala na lepsze zarządzanie płynnością finansową, co zresztą musi robić każda firma na świecie. Większość świata handluje z Ukrainą na zasadzie przedpłat, co mocno ogranicza rozwój biznesu. Część firm w Polsce także działa w taki sposób. My umożliwiamy coś innego. Uważamy, że przewagą konkurencyjną polskich firm jest to, że można sprzedawać z odroczonym terminem płatności w sposób bezpieczny dla nich, ponieważ mają ubezpieczenie od KUKE. Chcemy wspierać polskie firmy w tym zakresie jeszcze mocniej, bo choć popyt na te usługi chwilowo się ustabilizował, mamy duży apetyt na to, by wspierać polskie firmy jeszcze mocniej.

Które sektory mają dziś największy potencjał wzrostu na rynku ukraińskim?

Polska gospodarka jest niesamowicie zdywersyfikowana, co ułatwia nam zarządzanie ryzykiem. Obecnie najwięcej obrotów ubezpieczamy dla branży spożywczej. Ale bardzo mocno obecne są także branże chemiczna, metalowa czy materiałów budowlanych, mamy więc zdywersyfikowany portfel. Mówię tu oczywiście z perspektywy naszego portfela, a nie struktury eksportu Polski.

Jakie ryzyka są wyzwaniem dla polskich firm na tamtejszym rynku?

Podczas tegorocznej konferencji coraz częściej mówiliśmy nie o samym handlu, ale o inwestycjach. Wszyscy zdają sobie sprawę, że Ukraina będzie odbudowywana w dużej mierze kapitałem prywatnym, stąd władze Ukrainy bardzo mocno promują kraj jako miejsce inwestycji dla partnerów zagranicznych. Polskie firmy już tam są i myślą o zwiększaniu zaangażowania. Tylko w I półroczu tego roku ubezpieczyliśmy polskie firmy inwestujące w Ukrainie na ekspozycję 400 mln euro. Nasza łączna ekspozycja to ok. 500 mln euro, co stawia nas blisko konkurentów z Niemiec, którzy mają 600 mln. Jeśli chodzi o ryzyka, to są one związane np. z zagrożeniem dronami czy bombardowaniami. Dlatego oferujemy ubezpieczenie od ryzyk wojennych. Jeśli polska firma buduje tam fabrykę lub przejmuje inny podmiot – jak w przypadku głośnej transakcji PZU przejmującego Metlife w Ukrainie – możemy ubezpieczyć te aktywa. Pokrywamy straty wynikające z działań wojennych zgodnie z ich wyceną. Dotychczas pozytywnie odpowiedzieliśmy na każdy wniosek w tym zakresie.

Z jednej strony państwa i firmy będą rywalizować o kontrakty w Ukrainie, ale z drugiej współpracujecie z waszymi odpowiednikami z innych krajów po to, żeby biznesowi stworzyć jeszcze większe możliwości. Na czym polega ta współpraca?

Wsparcie dla Ukrainy jest zwykle dzielone na trzy filary: handel, inwestycje firm oraz wielkie projekty infrastrukturalne dotyczące energetyki, dróg, kolei czy szpitali. W tym ostatnim obszarze wyzwanie związane z pozyskiwaniem kontraktów przez polskie firmy jest zdecydowanie większe. Jesteśmy gotowi do wsparcia takich projektów i bardzo na to liczymy. Natomiast staramy się także być otwarci na to, że te kontrakty mogą wygrywać firmy niemieckie, tureckie czy japońskie. Wówczas, dzięki naszym partnerstwom, dzięki temu, że KUKE dołącza do tych transakcji ze swoimi instrumentami, będziemy mogli wprowadzać polskie firmy do łańcucha wartości dodanej takich kontraktów. Czyli nawet jeżeli nam się nie uda pozyskać dla polskich firm tak wielu kontraktów, jak liczymy, to i tak nasz biznes będzie tam obecny.