Strach towarzyszący tym wyborom jest powszechny. Trzy czwarte Amerykanów obawia się, że po zamknięciu urn dojdzie do aktów przemocy, bo jedna ze stron nie uzna werdyktu głosujących. Co piąty zwolennik Donalda Trumpa uważa wręcz, że przemoc byłaby dobrym sposobem na zdobycie przez miliardera Białego Domu (odsetek podzielających taki pogląd po stronie Kamali Harris jest trzykrotnie niższy).
W wielu stanach zmobilizowano więc policję, Gwardię Narodową i inne formacje mundurowe, aby chronić punkty wyborcze czy lokale, gdzie będą liczone głosy.