„Rzeczpospolita”: Analitycy wojskowi i media donoszą o przygotowywanej przez Rosję ukrytej mobilizacji oraz prowokacjach wymierzonych w państwa bałtyckie. Zbliża się eskalacja, czy raczej kolejna odsłona wojny informacyjnej?

Gen. Roman Polko: Co najmniej od kilku tygodni słyszymy o przygotowywanych działaniach pod obcą flagą i prowokacjach. Taki sygnał płynął też z CIA. Mieliśmy też chociażby incydent z dronami w Lipsku, gdzie Ukraińcy mają swoje samoloty.

Należy na tę sytuację spojrzeć dwukierunkowo. Po pierwsze, Stany Zjednoczone realizują swoje interesy. Pamiętamy wizytę szefa CIA przed pełnoskalową agresją Rosji na Ukrainę. Wtedy było to ostrzeżenie. Teraz znów dochodzi do takiej wizyty, więc analogia zbliża nas do wniosku, że Rosja znów coś szykuje.

Pierwszy kierunek to jednak Iran. To, że Rosja przekazuje dane wywiadowcze Iranowi, bardzo komplikuje Trumpowi sytuację przed wyborami. Myślę, że ta wizyta jest składana głównie w tym celu – żeby dojść do jakiegoś konsensusu i żeby Rosja pomogła Stanom Zjednoczonym wyjść z pata, z pułapki, w którą zapędził się sam prezydent Trump.

Gen. Roman Polko: Rosja przyparta do ściany. Będzie atakować jak dawniej

A drugi możliwy cel wizyty?

To kwestia naszego bezpieczeństwa, która jest nam bliższa. Ale w istocie nie mamy do czynienia z niczym nowym. Rosji nie stać dziś na atak dywizjami pancernymi, przed którymi miałyby nas chronić zapory Tarczy Wschód. Rosja prowokuje poprzez działania o charakterze terrorystycznym, tak jak robiła to jeszcze przed tą pełnoskalową agresją. Jest to kraj bandycki i bez względu na przebieg rozmów będzie budowała różnego rodzaju scenariusze ataków pod obcą flagą – dywersyjnych, na infrastrukturę krytyczną, działania floty cieni czy podkupywanie agentów wpływu i dywersantów, którzy będą wysadzać tory i siać niepokój. Pod tym względem nie mam wątpliwości. Nie mam też wątpliwości, że wizyta szefa CIA niewiele tu zmieni, jeśli chodzi o podejście przypartej do ściany Rosji, zwłaszcza gdy Ukraina przejęła inicjatywę.

Czytaj więcej

Szef CIA z tajemniczą wizytą w Moskwie. „Nadszedł krytyczny moment”

Pana zdaniem wizyta Johna Ratcliffe'a w Moskwie bardziej dotyczy Iranu niż działań Rosji w Europie?

Bardziej biorę pod uwagę wątek irański z prostego powodu – priorytet Waszyngtonu to „America First”. Trumpa niespecjalnie obchodzi to, co się dzieje z Ukrainą. On nawet Krymu nie jest w stanie zlokalizować na mapie. Wydawało mu się, że to jest wysepka wielkości Teksasu. Jeżeli cokolwiek się robi w uzgodnieniu z prezydentem, to głównie interesuje go problem w kampanii wyborczej, bo tam mu się wali sytuacja.

Z naszego punktu widzenia cały czas patrzymy na siebie – to jest nasz egocentryzm, że jak Ameryka coś robi z Rosją, to na pewno dotyczy nas. Niekoniecznie, choć ten temat też pewnie zostanie poruszony, bo Stany Zjednoczone nie straciły całkowicie zainteresowania Europą. W obecnej sytuacji doświadczeni oficerowie CIA nie mają wątpliwości, że jeśli Putin będzie mógł prowadzić działania pod obcą flagą, szkodzące NATO, to będzie je realizował, bo na pełnoskalową agresję go nie stać. Temat zostanie poruszony w kontekście przypomnienia, że Rosji niespecjalnie opłaca się prowokować Stany Zjednoczone. Testowanie USA przez Rosję byłoby krokiem samobójczym, biorąc pod uwagę, jak relacje z Trumpem są nacechowane przez Putina.

Gen. Roman Polko: Polacy oskarżają Ukrainę. Nie wykorzystałby tego tylko terrorysta-idiota

Co byłoby jednoznacznym sygnałem pojawienia się bezpośredniego zagrożenia w Europie?

Jedyne, co Putin robi, to wysyła te sygnały, które wciąż otrzymujemy: atak rakietowy, drony przenikające przez granicę, agenci wpływu, kamery na torach, podejrzane przesyłki czy drony w Lipsku. Putin cały czas prowadzi działania terrorystyczne i dywersyjne.

Zaniepokoiłbym się, gdyby to się jeszcze bardziej nasiliło – a raczej będzie się nasilać, skoro przegrywamy z opinią publiczną. Nawet po wysadzeniu torów w Polsce 40 proc. komentarzy oskarżało o to Ukraińców, a 19 proc. polski rząd. Trzeba być idiotą, będąc terrorystą, żeby nie wykorzystać tak dobrej koniunktury, podsycanej przez media społecznościowe czy wypowiedzi pana posła (Konrada) Berkowicza.

Gdzie przebiega granica między aktami sabotażu czy terroryzmu a wstępem do otwartego konfliktu z NATO?

Należy precyzyjnie operować pojęciami: sabotaż to działanie na szkodę własnej firmy od wewnątrz, natomiast działania inspirowane z zewnątrz to dywersja lub po prostu terroryzm. Zwracałem już na to uwagę, ale do polityków i mediów to nie dociera. W języku angielskim jest słowo sabotage, nie ma słowa dywersja. Stąd bezpośrednie tłumaczenia potem wyglądają jak ten raport o stanie Polski przygotowany przez dwutygodniową panią minister.

Czytaj więcej

Nowy raport na zlecenie ministerstwa. 200 tys. złotych za broszurę zrobioną w AI?

Rosja zawsze prowadziła takie działania. Instrukcja specnazu z czasów Związku Sowieckiego przewidywała przenikanie pod pozorem klubów sportowych czy firm i budowanie „piątej kolumny” na zapleczu wroga. Mówił o tym minister (spraw zagranicznych) Radosław Sikorski – jest wola Putina, by w obliczu sytuacji na froncie nasilić ataki, by zastraszyć Europę i Stany Zjednoczone. Chodzi o sygnał: jeśli nie zmusicie Ukrainy do odstąpienia od ataków w głębi Rosji, na Moskwę i Petersburg, to włączymy was do wojny. To budowanie psychozy strachu. Widziałem już komentarze pytające, co Rosja ma zrobić, skoro wspieramy Ukrainę. Zrzucą taktyczną broń jądrową na Rzeszów? Szef CIA rozmawia ze swoim odpowiednikiem w Rosji po to, by go przestrzec, że taka eskalacja wymknie im się spod kontroli. Najlepszą odpowiedzią na zapowiedź agresji jest – jak mawiał Ronald Reagan – zapowiedź kontruderzenia.

Gen. Roman Polko: Władimir Putin nie chce pokoju. Rozmawia tylko po to, by ograć

Najnowsze sygnały płynące z Rosji to wyłącznie zapowiedź większej skali dywersji?

Te sygnały służb są oparte na konkretnych źródłach i rzeczywiście planowana jest większa eskalacja działań dywersyjnych. Musimy być na to gotowi. Putin jest prezydentem wojny i nie będzie dążył do pokoju. Pokazał wielokrotnie Trumpowi, że rozmawia tylko po to, by go ograć. Jeśli podpisuje porozumienia o przerwaniu ognia, to nie po to, by ich przestrzegać, ale by przesunąć wojska, uzupełnić zaopatrzenie i wyprowadzić kolejny atak.

Co daje Rosji testowanie odporności społecznej?

Pozyskują w ten sposób agentów wpływu. Posty uderzające w zaufanie do władz państwowych i rozbijające naszą spójność narodową są dziś generowane głównie przez polskie portale. Rosyjskie trolle jedynie dały impuls, a temat został podchwycony.

Zapowiedzi polityków, że w sprawach bezpieczeństwa mówimy jednym głosem, niestety nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i Rosja to rozgrywa. W tej sytuacji trzeba posłuchać ministra Sikorskiego i tego, co służby amerykańskie przekazały Polsce – tak jak wcześniej przekazywały, że nastąpi agresja na Ukrainę. Trzeba budować społeczeństwo obywatelskie, zachowywać czujność, być w kontakcie ze służbami i nie powielać narracji, które sprawiają, że Rosji opłaca się eskalować działania.

Czytaj więcej

Znany ukraiński raper miał zginąć w Warszawie. Zabójstwo zleciły rosyjskie służby

Gen. Roman Polko: Donald Trump i Władimir Putin grają o Pokojową Nagrodę Nobla

Jak ocenia pan prośbę USA do Kijowa o wstrzymanie ataków na cele w Moskwie na czas wizyty dyrektora CIA?

Miała ona kilka celów. Po pierwsze, bezpośrednie bezpieczeństwo delegacji. Po drugie, pokazanie, że Stany Zjednoczone kontrolują działania Ukrainy i mają pozycję dominującą. Po trzecie, gest dobrej woli: pokazanie, że potrafią powstrzymać eskalację. Przecież Trump musi otrzymać na koniec Pokojową Nagrodę Nobla, pewnie razem z Putinem.

Czy w związku z obecną sytuacją, w polskich dywizjach powinny odbywać się niezapowiedziane sprawdziany gotowości bojowej, a Dowództwo Operacyjne powinno podnieść stan czujności?

Pamiętam, jak kiedyś podniesiono stan gotowości bojowej, bo jakiś amerykański satelita miał spaść w Polsce. Bogdan Klich podniósł gotowość pod presją mediów. Pytałem wtedy dowódcę Wojsk Specjalnych, śp. gen. Włodzimierza Potasińskiego, czy będą biegać z siatką i łapać tego satelitę.

Dowództwo Operacyjne niech robi swoją robotę. A politycy, zamiast jęczeć, straszyć i fotografować się na tle betonowych jeżów Tarczy Wschód, powinni w końcu dostosować procedury do rzeczywistości wojny hybrydowej. Minister Władysław Kosiniak-Kamysz, zamiast dowodzić ręcznie dywizjami razem z prezydentem Karolem Nawrockim, powinien wydać aktualną Strategię Bezpieczeństwa Narodowego – ostatnia jest sprzed ponad pięciu lat – oraz polityczno-strategiczną dyrektywę obronną. Powinni zająć się biurokracją i ułatwieniem użycia wojska w działaniach przeciwdywersyjnych.

Kuriozum polega na tym, że na terenie Polski jednostka GROM w czasie pokoju nie może być użyta w działaniach przeciwterrorystycznych i przeciwdywersyjnych. Zgodnie z prawem akcją musi dowodzić policjant, a na granicy komendant Straży Granicznej dowodzi brygadami pancernymi. Szef Sztabu Generalnego powinien przeciwstawić się niepotrzebnym zadaniom. Pilnowanie granicy należy do Straży Granicznej, wojsko ma chronić przed formacjami zbrojnymi, a nie przepychać się z uchodźcami. Chodzenie WOT-u po torach jest kompletnie bez sensu – przy 20 tysiącach kilometrów torów przejście nawet 10 tysięcy ludzi nic nie zmieni, bo zawsze znajdzie się niepilnowany odcinek.

Czytaj więcej

Oszustwo na dostawach sprzętu dla wojska. Straty wyceniono na 20 mln zł

Zapowiedź przedłużenia stopni alarmowych, m.in. na torach, to jedynie zabieg medialny?

To dobrze brzmi: podwyższamy stan gotowości, zwiększamy czujność. Nie wystarczy pompować sytuacji. Pokazówki ministra Kosiniaka-Kamysza powodują rozproszenie wysiłku. Wojsko ma szkolić rezerwy, a nie cywili, i koncentrować się na zadaniach konstytucyjnych, zamiast zamieniać się w brygady ochrony pogranicza do walki z uchodźcami.