Rosja prowadzi skoordynowaną kampanię w mediach społecznościowych tworząc narrację „Ludowej Republiki Narwy”. Wzory nasuwają się oczywiste do Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej, które zostały anektowane przez Rosję. Jaki jest cel nacisku na Estonię?

Działania rosyjskie zaburzające przestrzeń bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO mają na celu pokazanie rosyjskiej sprawczości w obszarze Morza Bałtyckiego. Rosja ocenia, że w krajach bałtyckich najbardziej wydajne może być prowadzenie operacji hybrydowych.

Reklama
Reklama

To wynika z przygotowania Estonii i innych państw bałtyckich do ewentualnego starcia z Rosją, czy to militarnego, czy w obszarze hybrydowym, albo działaniach służb specjalnych. Rosja musi przejść do bardziej aktywnych działań, ponieważ dotychczasowe, z ich perspektywy – bardziej miękkie nie przynosiły efektów. Celem jest zaburzenie bezpieczeństwa w tym regionie i spowolnienie modernizacji sił zbrojnych oraz wzmacniania oporu wobec rosyjskiej strategii. Chodzi o to, aby powstało wrażenie, że ten region ciągle znajduje się w jej strefie wpływów, jakby pod jurysdykcją Federacji Rosyjskiej.

Nie bez znaczenia jest jednak to, co obserwujemy na Ukrainie. Niszczące, dalekie uderzenia w infrastrukturę energetyczną Rosji.

Tak, Rosja kieruje naszą uwagę na ten region, bo zdała sobie sprawę, iż Ukraińcy wspierani przez państwa NATO i Stany Zjednoczone są w stanie bardzo długo i skutecznie opierać się, a wręcz demolować uderzeniami dalekiego zasięgu elementy rosyjskiej gospodarki, szczególnie związanej z eksploatacją surowców energetycznych. Uderzenia na porty bałtyckie w Leningradzkim Okręgu Wojskowym pokazują zdolności Ukraińców do samodzielnej projekcji sił.

Więc taka próba przerzucenia swoich działań w kierunku NATO ma na celu pokazanie społeczeństwu rosyjskiemu, że robi wszystko, aby odciągnąć Sojusz od wsparcia Ukrainy. Rosjanie zdają sobie sprawę, że nie wygrają w Ukrainie, dlatego moim zdaniem szukają nowych pól ekspansji militarnej czy hybrydowej, żeby mieć kartę przetargową w negocjacjach dotyczących przyszłości Ukrainy.

Czytaj więcej

Polska ma możliwość wsparcia USA w Cieśninie Ormuz. Ale po wojnie

Najmniej widocznym, ale bardzo prawdopodobnym elementem, jest założenie, że może być to próba odwrócenia uwagi Zachodu od Kaukazu i działań rosyjskich wobec Azerbejdżanu – państwa, które znajduje się na styku z Iranem i dostarcza surowce do miksu energetycznego Europy. Stosunki pomiędzy Rosją i Azerbejdżanem bardzo się popsuły. Niewykluczone zatem, że nacisk na kraje bałtyckie, państwa NATO, może być związany z przygotowaniem konfrontacji na Kaukazie. Tym bardziej, że środki militarne, które są do tego potrzebne, są o wiele mniejsze niż w przypadku ewentualnego konfliktu z NATO. To może być więc próba odwrócenia uwagi od działań w kierunku Azerbejdżanu.

Czy zatem obserwujemy tylko kolejny test reakcji NATO, sprawdzenie jedności sojuszu i jego gotowości do odpowiedzi i odporności Estonii na operacje wpływu?

Warto zwrócić uwagę na to, jak reagują Estończycy. Komentarze polityków estońskich są jednoznaczne: jeżeli zostanie zaatakowana Estonia, to użyje ona wszystkich środków uderzeniowych, a przypomnę, że kupuje ona systemy HIMARS, które mogą zagrozić elementom infrastruktury krytycznej w Leningradzkim Okręgu Wojskowym. Odpowiedzią Estonii jest wojna informacyjna skierowana do Rosjan, mieszkających przy granicy z Estonią. Estońska służba kontrwywiadowcza jest moim zdaniem jedną z lepszych w NATO, prowadzi ona aktywne działania na swoim terenie.

Zatem w przypadku operacji skierowanej przeciw państwom bałtyckim, mamy do czynienia ze swoistą „mgłą wojny”. Czy mogą one być kolejnym celem Putina?

Koncepcja wojny zrównoważonej zakłada spójność kilku czynników: gospodarczych, działań wywiadowczych, hybrydowych. One wszystkie muszą przygotować przestrzeń do użycia siły albo do osiągania celów politycznych. Zatem bez przygotowania informacyjnego nie można wejść w obszar przygotowań militarnych. Rosja dzisiaj stwarza pewien dylemat strategiczny: zastanawiamy się, czy uderzy na kraje bałtyckie? Ale dzisiaj byłoby to dosyć trudne, przy wykorzystaniu głównie wojsk kontraktowych, bowiem te zasoby są eksploatowane w krwawej wojnie w Ukrainie. Rosja dzisiaj nie jest w stanie wygospodarować takiej liczby żołnierzy, aby zaatakować militarnie państwa bałtyckie, a w zasadzie NATO. Natomiast jeżeli zmobilizuje rezerwy, wykorzysta służbę okresową, to będzie miała wystarczające zasoby, przynajmniej na papierze, aby zagrozić państwom bałtyckim.

Dla mnie jednak bardziej prawdopodobny i bardziej wydajny dla Rosji wydaje się kierunek uderzenia na Kaukaz. Tym bardziej, że w południowym okręgu wojskowym organizowane są nowe jednostki, odbywają się ćwiczenia rezerwy. Trudno wskazać, czy to jest przygotowanie np. do ofensywy letniej w Ukrainie, czy na Kaukazie.

Wpływ wojny na Bliskim Wschodzie na sytuację w Europie

Na ile rozpoczęcie operacji informacyjnej Rosji przeciwko Estonii wynika z sytuacji na Bliskim Wschodzie i zaangażowania wojsk amerykańskich w tym regionie?

Iran na razie wychodzi z tej konfrontacji z bardzo silnym przeciwnikiem, jakby na tarczy, cały czas strategicznie kontroluje sytuację w cieśninie Ormuz. Wystarczyła zapowiedź zaminowania tego akwenu i część floty handlowej z tego rejonu się wycofała, co odbiło się na gospodarce Europy. Jeżeli Azerbejdżan stałby się celem ataku, nacisk na Europę byłby większy. Tym samym nacisk państw europejskich na Ukrainę, aby wygaszać wojnę, mógłby być większy i przełożyć się na zdolności ukraińskie do obrony. Ukraińcy ściśle współpracują z Europą, dysponując zasobami pochodzącymi z państw europejskich, produkują uzbrojenie częściowo w tych państwach. Dzięki temu potrafią trafiać w bardzo dalekie cele na terenie Rosji, mając własne systemy rozpoznawcze, w większości niezależne od amerykańskich.

Gra „kartą estońską” plus ewentualnie uderzenie na Azerbejdżan, może stać się elementem nacisku na państwa europejskie, aby zaburzyć możliwości wsparcia Ukrainy. 

Maciej Korowaj

Amerykanie stopniowo tracą zdolności wywierania wpływu na Ukrainie?

Sytuacja na Bliskim Wschodzie powoduje, że prezydent Donald Trump zwalnia sankcje na eksport rosyjskiej ropy. Zauważmy, że Ukraińcy nic sobie nie robią z kryzysu energetycznego i nadal atakują główne porty rosyjskie, którymi przepływa ropa. To pokazuje, że Amerykanie tracą w tym zakresie wpływy. Pojawia się zatem niepewność, co do sprawczej roli Stanów Zjednoczonych w osiąganiu celów rosyjskich w wojnie w Ukrainie. Dlatego gra „kartą estońską” plus ewentualnie uderzenie na Azerbejdżan, może stać się elementem nacisku na państwa europejskie, aby zaburzyć możliwości wsparcia Ukrainy.

Zainteresowanie administracji Donalda Trumpa wschodnią flanką NATO słabnie. Na tym tle niepokojąco brzmi, opisane przez „Rzeczpospolitą” sondowanie Polski, aby przesunąć zestaw Patriot na Bliski Wschód.

Pomaganie sojusznikowi, który prosi o wsparcie, powinno być naturalne. Jest to bowiem jedna z najważniejszych strategii budowania bezpieczeństwa. Mamy do czynienia ze swoistym outsourcingiem w bezpieczeństwie, czyli nasze bezpieczeństwo zależy od ich bezpieczeństwa i ich od naszego. Różnie możemy oceniać politykę Stanów Zjednoczonych w stosunku do Iranu, ale fakty są takie, że jest to jedyne państwo potrafiące budować projekcję militarną w dowolnej części globu. Stany Zjednoczone mogą przyjść z pomocą zawsze, niezależnie od tego, kto będzie tam u władzy. Nie rozstrzygniemy dzisiaj, czy może być to wsparcie homeopatyczne czy bardziej aktywne, ale należy budować relacje bezpieczeństwa na przyszłość. Takie wsparcie pokazałoby, że mamy określoną zdolność. Przecież w ograniczony sposób wsparliśmy działania USA w Zatoce w latach 90. XX wieku. Uczestniczyliśmy w bardzo ryzykownych przedsięwzięciach razem ze Stanami Zjednoczonymi.

W latach 90. XX wieku mieliśmy bardzo mocną pozycję na Bliskim Wschodzie, szczególnie w Iraku. Nasi robotnicy, inżynierowie uczestniczyli w wielu projektach budowlanych i drogowych. W rzeczywisty sposób byliśmy tam obecni, w naszym interesie było wsparcie dla stabilności tego regionu.

Tym bardziej zaangażowanie się po stronę Stanów Zjednoczonych groziło większymi konsekwencjami, chociażby utratą rynku pracy.

Ale jak by inaczej została oceniona postawa Polski, gdybyśmy na przykład wypożyczyli albo wysłali zestawy przeciwlotnicze Poprad albo Narew do Kataru, który do nas przecież wysyła gaz? Mamy z tym państwem podpisane kontrakty. Czy nie powinniśmy chronić infrastruktury krytycznej tego państwa, aby pokazać taką zdolność pomimo zagrożeń, jakie mamy na wschodniej flance NATO?

Czytaj więcej

USA chcą pomocy Polski na Bliskim Wschodzie

To byłoby też promowanie naszych rozwiązań militarnych, naszych produktów, które w przyszłości te państwa mogą kupić, szczególnie, że wypełnilibyśmy lukę obrony antydronowej, której Amerykanie nie są w stanie zapewnić. Doskonale ten moment wykorzystała Ukraina, która walczy o przetrwanie z Rosją. Jestem przekonany, że taka pomoc byłaby długo pamiętana przez kraje arabskie, a ten gest procentowałby w przyszłości.

Pomoc Amerykanów jest nam potrzebna. Przesunięcie Patriotów na Bliski Wschód to ważny gest 

Hipotetycznie, gdyby pojawiła się rzeczywista prośba o przesunięcie polskiego zestawu Patriot na Bliski Wschód, powinniśmy to zrobić?

Tak. Powinniśmy wysłać Patrioty do ochrony naszych interesów związanych z transportem surowców energetycznych z Kataru. To nie tylko budowanie pozycji, relacji z krajami arabskimi – a one mają dużą wiarygodność, ale też nie możemy zapominać, że państwa te mają sporo do powiedzenia w kwestiach rosyjskich, bo tam ulokowane są spore zasoby finansowe Rosji.

Jednocześnie pokazalibyśmy Amerykanom, że my rozumiemy ich poczucie bezpieczeństwa i wzmacniamy je w miarę naszych możliwości. Pamiętajmy, że w sytuacji zagrożenia, to my będziemy liczyli na wsparcie Stanów Zjednoczonych. Takie gesty będą decydowały o ich zaangażowaniu – np. gdyby byli skupieni na Pacyfiku i ich możliwości działania w innych miejscach świata byłyby ograniczone. Jestem przekonany, że Amerykanie biorąc pod uwagę nasze wcześniejsze zaangażowanie, w jakiejś formie zrealizowaliby zobowiązanie sojusznicze.

Kim jest rozmówca

Maciej Korowaj

Podpułkownik rezerwy, absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Stefana
Czarneckiego w Poznaniu, Uniwersytetu Adama Mickiewicza, Akademii Obrony Narodowej oraz Uniwersytetu Warszawskiego. 
Zawodową służbę wojskową pełnił między innymi w jednostkach 1. Dywizji Zmechanizowanej, 11. Dywizji Kawalerii Pancernej oraz Służby Wywiadu Wojskowego Ministerstwa Obrony Narodowej. Analityk Instytutu Wschodniej Flanki specjalizujący w zagadnieniach bezpieczeństwa oraz taktyce i strategii Białorusi, Rosji oraz Ukrainy. Wykładowca na Wydziale Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku. Ekspert Defence24.