Gen. Waldemar Skrzypczak: Czy politycy znają rzeczywisty obraz zdolności polskiej armii?

„Demografia rozbije za kilka lat najśmielsze plany” - twierdzi gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych, komentując plany zwiększenia liczebności Wojska Polskiego. „Problem szkolenia rezerw będzie nabrzmiewał wobec rozwijania kolejnych dywizji, brygad” - zauważa.

Publikacja: 05.06.2024 17:44

Gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych, były wiceminister obrony narodowej.

Gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych, były wiceminister obrony narodowej.

Foto: tv.rp.pl

Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz pod koniec maja poinformował w Sejmie, że w tej chwili armia liczy 198 tys. żołnierzy, w tym 140 tys. zawodowych, 35 tys. żołnierzy WOT. Dodatkowo 20 tys. szkoli się w ramach Dobrowolnej Zasadniczej Służbie Wojskowej, do maja aż 9 tysięcy powołanych zostało do zawodowej służby.

W swojej analizie dla wprost.pl gen. Waldemar Skrzypczak zauważa, że „politycy, którzy musieli ustąpić w październiku ubiegłego roku, na sztandarach mieli wypisaną hasłami propagandy sukcesu ilościową rozbudowę armii”, a „wojskowi na wyścigi im wtórowali, co rusz obwieszczając Polakom o swoich sukcesach w naborze ochotników do armii”. Jednak „żaden nawet nie zająknął się na temat profesjonalnego szkolenia, czyli uzyskiwania żołnierz wysokiej jakości”. „Polityków to w ogóle nie interesowało, więc wystarczyło mnożyć szeregi armii, a w zamian można było zawsze liczyć na miejsce na ściance za politykiem” — pisze, zwracając uwagę, że „teraz ci bohaterowie opowiadają o swoich sukcesach i braku dla nich szacunku przez nowe władze”.

Czytaj więcej

Czy mamy do czynienia z paraliżem systemu naboru i mobilizacji armii?

Jednak, jak podkreśla były dowódca Wojsk Lądowych, „historia się chyba zaczyna powtarzać”. „Po medialnych komunikatach widać, że nadal ilość jest ważniejsza od jakości” — ubolewa generał.

Gen. Waldemar Skrzypczak: Wojskowi przez osiem lat rządów PiS niewiele musieli się wysilać

Według weterana operacji w Iraku rządzący powinni dokonać audytu stanu armii, który będzie się rozciągać na „faktyczną, merytoryczną ocenę zdolności Sił Zbrojnych”. „Cóż warte setki czołgów czy haubic, jeśli nie będzie do ich obsługi wyszkolonego perfekcyjnie personelu. Czy mało lekcji i ostrzeżeń płynie z wojny w Ukrainie? Czy politycy znają rzeczywisty obraz zdolności armii?” — pyta. I od razu odpowiada: „owszem, snują czarne scenariusze, ale robią niewiele dla zintensyfikowania wyszkolenia bojowego, zdając się całkowicie na deklaracje i opinie wojskowych, którzy przez osiem lat niewiele musieli się wysilać”. Skąd taka opinia? „Bo oczekiwano od nich wiele, ale nie na pewno szkolenia do wojny. Wystarczyły parady, bieganie po lesie, pikniki i festyny, szkolenie wojskowe dla obywateli w weekendy” — uważa Skrzypczak.

Były wiceszef MON prognozuje, że „problem szkolenia rezerw będzie nabrzmiewał wobec rozwijania kolejnych dywizji, brygad i etc”. „Demografia rozbije za kilka lat najśmielsze plany. Zmiana optyki widzenia swojej przyszłości przez młodych Polaków w dużej części nie pozwoli wypełnić szeregów armii. Już teraz trzeba się z tym zmierzyć, a nie uprawiać propagandę sukcesu” — apeluje .

Gen. Waldemar Skrzypczak: Obecny rząd pojony wiedzą o armii tych, których im poprzednicy zostawili

Generał proponuje, by to „kim dysponujemy dzisiaj” sprawdzić „siłami tych, którzy nie wyrastali z propagandy sukcesu, a których poprzednia władza wyrzuciła na bruk za kompetencje”. „Obecna jest pojona wiedzą tych, których im poprzednicy zostawili” — konkluduje gen. Waldemar Skrzypczak.

Czytaj więcej

Australii brakuje żołnierzy. Do armii trafią cudzoziemcy

Chociaż dzisiaj wojsko twierdzi, że nie problemu z naborem, eksperci wskazują, że w przyszłości barierą w rozwoju sił zbrojnych może być demografia. Armia nie planuje natomiast przywrócenia poboru. Nie ma na to akceptacji politycznej i w społeczeństwie - pisał niedawno w „Rzeczpospolitej” Marek Kozubal. Z sondażu IBRiS przeprowadzonego dla „Rzeczpospolitej” jesienią ubiegłego roku wynika, że 71,1 proc. Polaków zakładało, iż nowy rząd nie przywróci poboru.

Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz pod koniec maja poinformował w Sejmie, że w tej chwili armia liczy 198 tys. żołnierzy, w tym 140 tys. zawodowych, 35 tys. żołnierzy WOT. Dodatkowo 20 tys. szkoli się w ramach Dobrowolnej Zasadniczej Służbie Wojskowej, do maja aż 9 tysięcy powołanych zostało do zawodowej służby.

W swojej analizie dla wprost.pl gen. Waldemar Skrzypczak zauważa, że „politycy, którzy musieli ustąpić w październiku ubiegłego roku, na sztandarach mieli wypisaną hasłami propagandy sukcesu ilościową rozbudowę armii”, a „wojskowi na wyścigi im wtórowali, co rusz obwieszczając Polakom o swoich sukcesach w naborze ochotników do armii”. Jednak „żaden nawet nie zająknął się na temat profesjonalnego szkolenia, czyli uzyskiwania żołnierz wysokiej jakości”. „Polityków to w ogóle nie interesowało, więc wystarczyło mnożyć szeregi armii, a w zamian można było zawsze liczyć na miejsce na ściance za politykiem” — pisze, zwracając uwagę, że „teraz ci bohaterowie opowiadają o swoich sukcesach i braku dla nich szacunku przez nowe władze”.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Wojsko
"Batalion" Polaków zgłosił się do wojska w dniu pogrzebu Mateusza Sitka
Wojsko
Psy wyszkolone do poszukiwania materiałów radioaktywnych trafiły na Ukrainę
Wojsko
W nocy wezwano żołnierzy WOT. Wydano komunikat
Wojsko
Wojska medyczne jeszcze nie teraz. „W resorcie obrony narodowej trwają prace"
Materiał Promocyjny
Mapa drogowa do neutralności klimatycznej
Wojsko
Były szef BBN o zakuciu żołnierzy w kajdanki: Byłem zszokowany
Wojsko
Śmierć żołnierza na granicy. Dowództwo Generalne odpowiada na tekst "Gazety Wyborczej"