Wyrok zapadł 8 marca przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Sprawa dotyczyła pozwu, jaki skierowały przeciwko państwu dzieci Stanisława Dobiesa. Pochodzący z mazowieckiej wsi mężczyzna w czasie wojny i tuż po niej ukrywał partyzantów z oddziału Kazimierza Dyksińskiego „Kruczka". Już podczas aresztowania przez UB Dobies został zraniony bagnetem w nogę, a jego katowanie przerwał dopiero jeden z oprawców, zauważając, że lada moment nie będzie już kogo postawić przed sądem.

Skazany w 1949 r. przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie, Dobies spędził w więzieniu pięć lat (1744 dni). Zgodnie z relacją Honoraty, Genowefy i Eugeniusza ojciec wrócił do domu skrajnie wycieńczony fizycznie i psychicznie. Nigdy nie wrócił do zdrowia i zmarł w 1968 r.

Czytaj także:

60 tys. zł za represje komunistów to za mało. Skarga nadzwyczajna Zbigniewa Ziobry

Troje jego zstępnych postanowiło walczyć o dobre imię ojca i zadośćuczynienie za niesłuszne skazanie. Ich pełnomocnicy ubiegali się o 18 mln zł (10,3 tys. zł za każdy dzień spędzony przez Dobiesa w więzieniu) oraz o 500 tys. zł odszkodowania za straty spowodowane jego nieobecnością w gospodarstwie.

Żądania te próbował stonować Skarb Państwa. Zaproponował znacznie niższą kwotę zadośćuczynienia: 580 tys. zł (po 10 tys. za każdy spędzony przez Dobiesa w celi miesiąc, których było 58).

Sąd uwierzył zeznaniom powodów, ale zdecydował się znacznie zmniejszyć sporną kwotę – do 5,1 mln zł (1,7 mln dla każdego z dzieci). Odrzucił wniosek o odszkodowanie za straty w gospodarstwie, argumentując, że brakuje danych do zweryfikowania rzeczywistej wielkości szkody. W uzasadnieniu wyroku sędzia Piotr Gąciarek przyznał: „Poza dyskusją jest, że więzienie stalinowskie końca lat czterdziestych i początku pięćdziesiątych to nie było więzienie dzisiejsze. To było nie tylko więzienie stalinowskie, ale jeszcze więzienie stalinowskie wobec osoby represjonowanej za działalność niepodległościową, wobec jednego z tzw. więźniów politycznych. Przecież nie jest tajemnicą, że we wczesnym PRL, a nawet później, traktowano ich często gorzej niż więźniów kryminalnych".

Radca prawny Anna Rojek wyjaśnia, że „wysokość należnego świadczenia ustalana jest każdorazowo przez sąd indywidualnie, w oparciu o całokształt okoliczności danego przypadku, przy czym w trakcie dokonywania takiej oceny, sąd ma na względzie między innymi rodzaj, natężenie, intensywność oraz długotrwałość cierpień fizycznych i psychicznych u poszkodowanego. Zasądzona kwota zadośćuczynienia obejmować ma wszelkie negatywne następstwa, jakie u poszkodowanego powstały. Zadośćuczynienie ma charakter kompensacyjny, nie może być zatem symboliczne i winno stanowić odczuwalną ekonomicznie rekompensatę, jednakże nie powinno być też zbyt wygórowane w stosunku do doznanej krzywdy. Przenosząc powyższe zasady na grunt niniejszego stanu faktycznego, wskazać trzeba, iż sąd dokonał miarkowania zadośćuczynienia, oddalając roszczenie spadkobierców ponad kwotę 5,1 mln złotych. Sąd finalnie zasądził kwotę dużo niższą niż żądana w wysokości 18 mln złotych, jednak w mojej ocenie, nadal pozostaje ona kwotą bardzo wysoką" – komentuje prawniczka.

Mecenas Dagmara Karasińska-Skórska zwraca też uwagę na potrzebę przyjrzenia się całej sytuacji z perspektywy ówczesnej rzeczywistości. „Ustalenie wielkości krzywdy osoby pozbawionej wolności w czasach stalinowskich i przełożenie jej po tylu latach na konkretną kwotę było dla sądu zadaniem niełatwym, bowiem poza możliwościami dowodowymi pozostaje mierzenie skali cierpienia osoby nieżyjącej, tym bardziej że krzywda jako szkoda o charakterze niemajątkowym ma charakter niewymierny. Proces ten wymagał od sądu odtworzenia ówcześnie panujących warunków społecznych, ekonomicznych i politycznych, a więc dokonania retrospekcji zdarzeń z udziałem skazanego, nie tylko w okresie przebywania w więzieniu, ale również po jego opuszczeniu. Ponadto też dopiero po odzyskaniu wolności u większości więźniów ujawniał się zespół stresu pourazowego, który przy ówczesnym słabym dostępie do opieki psychiatrycznej uniemożliwiał prawidłowe funkcjonowanie" – podkreśla specjalistka.

Wyrok jest nieprawomocny. Rodzina poszkodowanego ocenia go jako satysfakcjonujący. Nie wiadomo, czy na apelację zdecyduje się Skarb Państwa.

Co ten precedensowy wyrok oznacza dla wymiaru sprawiedliwości oraz Skarbu Państwa? Czy stanowi furtkę dla innych rodzin Polaków skrzywdzonych przez stalinowskie bezprawie, których przecież były tysiące? Jest to prawdopodobne. Namacalny dowód sensu walki o sprawiedliwość po latach może dodać odwagi wielu ludziom do tej pory wstrzymującym się od podejmowania radykalnych kroków.

Sygnatura akt: XII Ko35/20