Małe pojazdy elektryczne – hulajnogi i deskorolki – zdobywają polskie miasta. Po chodnikach poruszają się dziesiątki tysięcy takich urządzeń. Problem w tym, że w prawie one nie istnieją. Ministerstwo Infrastruktury, mimo wielokrotnych monitów, od wielu miesięcy jedynie „analizuje, jak zapisać urządzenia elektryczne w kodeksie drogowym". Na tym koniec jego aktywności.

Czytaj także: Miłośnicy e-pojazdów będą traktowani jak rowerzyści

Tymczasem w razie kolizji bądź wypadków drogowych z udziałem urządzeń niedopuszczonych do ruchu oprócz grzywny trzeba się liczyć z tym, że ubezpieczyciel nie wypłaci nam odszkodowania. A takich wypadków jest w miastach coraz więcej.

Policjanci już od jakiegoś czasu rozmawiają z właścicielami wypożyczalni i informują, że osoby wypożyczające elektryczną hulajnogę czy seagwaya nie mogą poruszać się po drogach, o czym właściciel wypożyczalni powinien ich poinformować.

Problem obowiązkowego ubezpieczenia OC dla pojazdów elektrycznych, w tym hulajnóg, dostrzegła także Komisja Europejska. Już od lat zastanawia się nad wprowadzeniem obowiązkowego OC. W najnowszej dyrektywie jeszcze go nie ma, ale są analizowane różne pomysły go dotyczące.

Opieszałość w pracach nad OC bulwersuje ekspertów ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego. – Ani polski ustawodawca, ani Komisja Europejska nie dostrzegają powagi problemu. A on jest już duży i z dnia na dzień robi się poważniejszy – uważa Janusz Koźmiński. Podaje przykład ostatnich wypadków, w których doszło do złamań kończyn, ran kwalifikujących się do założenia szwów, wstrząśnień mózgu, urazów głowy, nie wspominając o kilkunastu wybitych zębach, w tym jedynkach. – Leczenie w każdym z tych wypadków nie tylko trwa, ale i kosztuje. Pechowy użytkownik musi sam za wszystko zapłacić – podkreśla.

Mariusz Sztal, wieloletni egzaminator na prawo jazdy w stolicy, nie ma wątpliwości: OC dla takich użytkowników to dobry pomysł, ale trudny do wprowadzenia. – Najpierw trzeba uregulować prawnie kwestię samych urządzeń i zasad ich poruszania się po drogach – uważa. – Jeśli teraz wprowadzimy OC, a użytkownik sprzętu będzie się poruszał po drodze, a nie po chodniku, to i tak ubezpieczenie go nie obejmie – wyjaśnia. Jego zdaniem użytkowników hulajnóg należałoby traktować jak rowerzystów. Ma radę.

– Przypisałbym OC do konkretnego człowieka, a nie pojazdu – mówi. Sprawa byłaby prosta: kierowca posiadający OC na siebie mógłby jeździć z ochroną ubezpieczeniową samochodem, na rowerze i na hulajnodze.