Przekonali się o tym państwo T. – w ich domu zapadł się fundament i zawaliła jedna z zewnętrznych ścian, a inne popękały. Szkodę zgłosili ubezpieczycielowi kilka dni po katastrofie. Żądali wypłaty 311 tys. zł – na taką kwotę ubezpieczony był budynek, również w zakresie szkód będących bezpośrednim następstwem obsunięcia się ziemi.

Ubezpieczyciel zlecił dwie ekspertyzy techniczne. Pierwsza wykazała, że główną przyczyną katastrofy był źle wykonany fundament, zagłębiony na poziomie 40-50 cm, podczas gdy prawidłowe zagłębienie na gruncie nasypowym, na jakim był usytuowany budynek, powinno wynosić co najmniej 1 m. Druga z opinii technicznych wskazała jako przyczynę zawalenia się ściany zapadnięcie się ziemi pod fundamentem.

Ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania. Wskazał, że szkoda powstała w elementach zewnętrznych budynku spowodowana była błędami konstrukcyjnymi, co zgodnie z zawartą umową wyłącza jego odpowiedzialność.

Państwo R. wytoczyli ubezpieczycielowi proces, ale Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił ich powództwo jako bezpodstawne. Za miarodajne uznał wyjaśnienia biegłego sądowego z zakresu budownictwa. Z jego ustaleń wynikało, że budynek został wadliwie zbudowany z powodu nieprawidłowych rozwiązaniach konstrukcyjnych przyjętych w dokumentacji projektowej, a następnie zastosowanych przez wykonawcę przy wykonaniu ławy fundamentowej. Błędy te były przyczyną podstawową. Biegły dopuścił możliwość istnienia współprzyczyn zawalenia się ściany budynku: zwiększone natężenie ruchu drogowego na sąsiadującej z budynkiem ulicy, posadowienie budynku na gruncie nasypowym. Jednak jego zdaniem były to okoliczności następcze. Gdyby nie było błędów wykonawczych, to mimo posadowienia budynku na gruncie nasypowym, do katastrofy by nie doszło.

Apelację od tego wyroku wnieśli poszkodowani. Zarzucali m.in., że Sąd I instancji popełnił błąd uznając, że umowa ubezpieczenia wyłącza odpowiedzialność ubezpieczyciela za szkodę powstałą na skutek łącznego wystąpienia współprzyczyn w sytuacji, gdy tylko niektóre z nich nie mieszczą się w zakresie odpowiedzialności ponoszonej przez ubezpieczyciela. Ich zdaniem do katastrofy przyczynił się także natężony od 2008 r. ruch samochodów ciężarowych w sąsiedztwie i spowodowane nim drgania budynku, a w efekcie jego dewastacja. Skoro tak, to nie można całkowicie wykluczyć odpowiedzialności ubezpieczyciela.

Sąd Apelacyjny uznał, że państwo R. nie zdołali udowodnić żadnych współprzyczyn zawalenia się domu. Zgromadzony materiał dowodowy nie dawał podstaw do przyjęcia, że mogły nimi być natężony ruch i drgania budynku. Jak ustalił Sąd, obok posesji państwa R. znacznie wcześniej niż twierdzili dopuszczono ruch samochodów ciężarowych. W materiale dowodowym brakowało też pomiarów natężenia ruchu na ulicy sąsiadującej z ich posesją.

Na marginesie Sąd Apelacyjny wskazał, że powodowie nie udowodnili również wysokości szkody. Nie można jej bowiem utożsamiać – jak zrobili to państwo R. - z sumą ubezpieczenia, do której odpowiada ubezpieczyciel. W ocenie SA poszkodowani nie udowodnili nawet tego, że dom nie nadaje się do użytku. Gdyby tak było, dysponowaliby orzeczeniem stosownego organu budowlanego wyłączającym dom z użytku.

Apelacja państwa R. została oddalona.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2 października 2015 r. (sygn. akt I ACa 2058/14)

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ