Inflacja spada, a bilety drożeją. Ile wydamy w tym roku na wakacje?

Kłopoty Boeinga przekładają się na mniej samolotów dla linii. Uziemione są też niektóre airbusy z powodu kłopotów z silnikami Pratt & Whitney. To złe wieści dla pasażerów - ceny biletów jeszcze wzrosną.

Aktualizacja: 21.03.2024 15:26 Publikacja: 21.03.2024 04:30

Mimo spadającej inflacji na tegoroczne wakacje wydamy więcej

Mimo spadającej inflacji na tegoroczne wakacje wydamy więcej

Foto: Bloomberg

Mimo spadającej inflacji na tegoroczne wakacje wydamy więcej. O ile zeszłoroczne podwyżki w cenach biletów można było wytłumaczyć wciąż rosnącymi cenami i chęcią odrobienia przez linie lotnicze strat po pandemii, o tyle w tym roku przyczyny stojące za wyższymi cenami biletów leżą gdzie indziej.

Bo już jest drożej niż rok temu. I jest to naprawdę ostatni moment na kupowanie biletów na lato w rozsądnych taryfach. Ale i tak najczęściej zapłacimy drożej niż rok temu.

Rzeczpospolita

Ryanair już zapowiedział podwyżki cen biletów, mówi się tutaj o taryfach wyższych średnio o ok. 10 proc. Bo irlandzka linia walczy zażarcie o każde euro. Widać to chociażby po awanturach Ryanairu w Modlinie czy Dublinie, gdzie ma kłopoty z zaakceptowaniem nowych stawek. Kłopoty Boeinga powodują, że Ryanair, który tego lata będzie miał flotę uszczuploną o 17 boeingów 737 MAX, może w tym roku przewieźć o ponad 5 mln pasażerów mniej, niż to miał założone w budżecie.

Czytaj więcej

Majówka nieco tańsza niż rok temu. Gdzie pojadą Polacy?

Mniej połączeń, ceny biletów lotniczych w górę

– Nasz tegoroczny budżet oparliśmy na cenach wyższych o 5–10 proc. niż w 2023 roku. Wydaje mi się to całkiem rozsądne. Będziemy też ciąć liczbę połączeń, przede wszystkim tam, gdzie latamy z największą częstotliwością – mówił prezes Ryanairu, Michael O’Leary. Jego zdaniem będzie to trend w europejskim transporcie lotniczym tego lata. – Bo przecież problemy z silnikami Pratt & Whitney mają również Lufthansa i Wizz Air. Na połączeniach krótkodystansowych w Europie nadal podaż jest na poziomie ok. 90 proc. z czasów przed pandemią Covid-19 – tłumaczył O’Leary.

Czytaj więcej

Wizz Air wraca do pomysłu ścisłej współpracy z LOT-em

Sytuacją przed sezonem letnim 2024, kiedy 42 airbusy pozostają uziemione, nie jest zachwycony także prezes Wizz Airu, Jozsef Varadi. Ale w odróżnieniu od największego rywala, nie przewiduje skoku cen biletów. – Utrzymamy je na zeszłorocznym poziomie – mówił podczas spotkania z polskimi dziennikarzami. Podobnie jest na razie w LOT – wynika z danych z systemów rezerwacyjnych. Ale polski przewoźnik też nie ma terminu przylotu do Warszawy B737 MAX8, który miał pojawić się na przełomie marca i kwietnia. – Na razie nie mamy jeszcze konkretnej daty – przyznaje rzecznik LOT-u, Krzysztof Moczulski.

– Niższe jest także tempo produkcji embraerów, związane z zerwanymi łańcuchami dostaw. To dlatego przewoźnicy nie są w stanie zaoferować więcej miejsc i przywracają do użytku stare maszyny. Ostatnio Lufthansa zdecydowała się na reaktywację kilku boeingów 747-8, które wycofała jakiś czas temu – wskazuje Deniz Rymkiewicz z platformy rezerwacyjnej eSky.pl.

Czytaj więcej

Niespodzianki dla pasażerów. Myszy na lotnisku, robaki w samolocie

– Niedobór samolotów, zwłaszcza nowej generacji, to duże wyzwanie dla lotnictwa pasażerskiego w 2024 r. Bez wątpienia powoduje on wzrost cen biletów, bo popyt na podróże nie słabnie. Linie nie tylko mogą zwiększać ceny z uwagi na duży popyt i ograniczoną podaż, ale równocześnie muszą też kompensować coraz wyższe koszty związane z paliwem, zobowiązaniami środowiskowymi i kosztami finansowymi. Problemy Boeinga i uziemienia silników Pratt & Whitney dodatkowo komplikują sprawę, bo latają głównie droższe samoloty, a raty leasingowe rosną gwałtownie (zresztą samolotów dostępnych na rynku po prostu nie ma). W tym kontekście duże linie, zwłaszcza niskokosztowe, które nie mają jednej bazy czy państwa „domowego”, mają silną pozycję negocjacyjną – komentuje sytuację Dominik Sipiński z firmy analitycznej ch-aviation.

Czytaj więcej

Zupełna nowość w ofercie Itaki. Egzotyczny kierunek, "jakiego jeszcze nie było"

I tak tłok w powietrzu

Po pierwsze jest to kwestia wysokiego popytu na podróże wśród pasażerów, którzy planują przeznaczyć więcej na podróże niż kiedykolwiek. To m.in. dzięki istotnemu wzrostowi popytu branża lotnicza odbudowuje się znacznie szybciej, niż prognozowano. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) podaje, że w 2023 roku ruch lotniczy zwiększył się o 42 proc. względem 2022 roku, osiągając przy tym 89 proc. poziomu sprzed pandemii. Tegoroczny wzrost już nie będzie tak dynamiczny.

– Warto też wspomnieć o wyższych kosztach pracowniczych spowodowanych strajkami w liniach i na lotniskach. Pracownicy domagają się lepszych warunków, utrudniając bądź całkowicie blokując świadczenie usług, a poniesione z tego tytułu straty przewoźnicy naturalnie starają się przerzucić na konsumenta – wskazuje Deniz Rymkiewicz.

Czytaj więcej

Rosyjskie wakacje za dziesiątki tysięcy dolarów

Na pocieszenie można tylko dodać, że tego lata lotniska nie powinny być tak zatłoczone, jakby to było bez ograniczeń wynikających z mniejszych dostaw samolotów. – Rzeczywiście presja na infrastrukturę nieco osłabnie. Ale sytuacja i tak jest ciężka, bo zarówno lotniska, jak i przestrzeń powietrzna w Europie są zatłoczone do granic – komentuje Dominik Sipiński.

Transport
Koniec strajków w Lufthansie. Pasażerowie odetchną, chociaż nie do końca
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Transport
Ryanair przegrywa w Hiszpanii, zapłaci załodze więcej
Transport
Boeing niedbale produkował największe samoloty? Rusza śledztwo
Transport
Miasta mogą mieć problemy z zakupem elektrycznych autobusów
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Transport
Boeing znów się sypie. Odpadła część B737 i uszkodziła skrzydło