Od kilku dni dubajski przewoźnik jest krytykowany za utrzymanie połączeń do Rosji. Z taką samą krytyką spotykają się m.in. katarskie Qatar Airways, tureckie Turkish Airlines i Etihad z Abu Zabi.
Jak powiedział Tim Clark Bloombergowi, Emirates utrzymają rosyjskie połączenia tak długo, jak ich właściciel, czyli rząd Dubaju, nie zdecyduje inaczej. Emirates latają do Rosji trzy razy dziennie: dwa razy do Moskwy i raz do St Petersburga. A Dubaj jest dla wielu Rosjan miejscem przesiadki do wielu krajów, do których rosyjscy przewoźnicy latać nie mogą, bo albo zamknięta jest dla nich przestrzeń powietrzna, albo istnieją obawy, że właściciele ich floty mogliby przejąć swoje samoloty.
— Te sankcje nie są wymierzone w zwykłych Rosjan, którzy przecież także cierpią z powodu tego, co dzieje się na Ukrainie, jak każdy inny — mówił Tim Clark, który jest Brytyjczykiem, a w roku 2014 od Królowej Elżbiety II otrzymał tytuł szlachecki za zasługi dla brytyjskiej gospodarki i transportu lotniczego.
Teraz nie ukrywa, że wypełnienie samolotów na rosyjskich połączeniach jest „całkiem niezłe”, a na pokładach podróżują m.in pasażerowie pracujący dla organizacji humanitarnych, osoby związane z organizacjami pozarządowymi, dyplomaci, a nawet trochę turystów. Natomiast cargo jest załadowane do pełna.
Czytaj więcej
Rosyjska agresja na Ukrainę wywołała bezprecedensową ucieczkę kapitałów z Chin ze względu na bliskie związki tego kraju z Rosją — stwierdził w opra...
Dzisiaj Emirates są jedną z niewielu linii lotniczych, które utrzymują połączenia z rosyjskimi lotniskami i dają Rosjanom możliwość podróżowania. Jak informuje Tim Clark Emirates nie mają też jakichkolwiek problemów z lataniem nad terytorium rosyjskim i wykorzystują ten przywilej np. w rejsach na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych.
Dzięki takiej polityce, linia wróciła do zysków po pandemii COVID-19 i daje sobie nieźle radę z wysokimi cenami paliw, ponieważ podwyższyła ceny biletów. — Stanęliśmy wobec wyższych cen paliw jeszcze przed wybuchem konfliktu i dajemy sobie z tym radę. Niestety oznacza to również, że musieliśmy podnieść ceny biletów, aby pokryć te podwyżki — mówił Tim Clark.
Ujawnił również, że przewoźnik nadal wychodzi z kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19. Poważnym problemem pozostaje zamknięty rynek chiński, gdzie nadal bardzo ograniczone są możliwości podróży zagranicznych. Natomiast takie rynki, jak Japonia, Korea Południowa, Tajlandia, Malezja, Wietnam i Indonezja cały czas rosną i rokują doskonale.