Upadek Thomasa Cooka, najstarszego na świecie biura podróży o 178-letniej historii, sprawił problemy przeszło 150 tysiącom klientów firmy, którzy akurat korzystali z wypoczynku. Powroty klientów biura do domów są prowadzone pomyślnie przez władze, ale upadek konkurenta stał się przyczyną gwałtownego wzrostu cen biletów lotniczych.
Czytaj także: Najstarsze biuro podróży na świecie Thomas Cook ogłosiło upadek
Podróżni i łowcy okazji błyskawicznie odkryli, że ceny wycieczek i przelotów do miejsc, w których dotychczas trzeba było konkurować z Thomasem Cookiem wystrzeliły w górę. Ceny zmieniały się z godziny na godzinę, niczym w kraju ogarniętym hiperinflacją - na przykład ceny wycieczek na Cypr organizowane przez Jet2 miały zdrożeć w ciągu czterech godzin o 800 funtów. Ceny przelotów z Manchesteru na Teneryfę w dwie godziny zdrożały przeszło o 300 funtów.
W British Airways ceny poszły w górę w tempie ekspresowym - na trasie z Londynu do Orlando przed upadkiem Cooka bilet kosztował 437 funtów, obecnie, według Sky News, kosztuje 1978 funtów.
Linie lotnicze tłumaczą się prosto i logicznie działaniem swoich systemów sprzedażowych. Praktycznie wszyscy przewoźnicy korzystają teraz z dynamicznych systemów sprzedaży, które automatycznie reagują na popyt i podaż. Ceny, według przewoźników, rosną więc „automatycznie" i z powodu zwiększonego popytu.
- Nieuniknioną konsekwencją malejącej podaży jest wzrost cen. Jednakże rozważamy zwiększenie podaży - przelotów i miejsc - by pomóc klientom w tej sytuacji - cytuje Sky News rzeczniczkę Jet2.com.
Zorganizowanie powrotów dla 150 tysięcy klientów Thomasa Cooka brytyjscy oficjele nazywają „największą akcją repatriacyjną od zakończenia wojny”.