Sitwo, mielizno nasza, ty jesteś jak bagno.

Ile cię trzeba cenić, wiedzą ci, co wpadną

W nie po uszy. Dziś marność twą w całej ozdobie

Widzę i opisuję, bo nic tu po tobie.

Matko Boska, jak śmieszne są te wygibasy,

Kontrwiece bez znaczenia, teatrzyk dla prasy.

Skąd się biorą w narodzie takie dziwne twarze,

Że myśl na nich maluje koszmarne pejzaże.

Jak je teraz przegonić – sio z telewizorów!

Czy już nikt nie ugasi ognistych jęzorów?

Są tacy, co by mogli – trzask, prask, jednym

słowem,

Ale wciąż kombinują, odwracając głowę.

Panowie, miejcie litość, na cud nie czekajcie.

Jeśli dać się zagłuszyć, to chociaż po walce!

Już, niestety, za późno na prośby i groźby.

Plucie to sposób życia, temperament, hobby...

Słowo daję, że zniosę każdą gafę, wpadkę,

Byle ktoś mi obiecał, że skończy naprawdę

Z żenadą Palikota i furią Niesioła.

Skoro nie ma takiego – jedźmy. Nikt nie woła.

[link=http://blog.rp.pl/feusette]blog.rp.pl/feusette[/link]