Pogawędka tygodnika "Uważam Rze" z Krystyną Loską
Siada przed panią młody człowiek i zaczyna nagrywać – nie kamerą, lecz płaskim tabletem. Jak pani reaguje?
Nowoczesne urządzenia nie wprawiają mnie w zakłopotanie. Jestem otwarta na świat i zmiany, jakie w nim zachodzą. Przyjmuję je z pogodnym nastawieniem.
Co przekonało panią do powrotu na mały ekran?
Nie nazwałabym tego powrotem. Przez 35 lat jeździłam do telewizji, żeby pracować. Potem przez kilkanaście lat odmawiałam różnym propozycjom. Teraz postanowiłam się telewizją pobawić. Ważnym argumentem był też piękny jubileusz TVP. Czułam, że moim obowiązkiem jest zrewanżować się instytucji, z którą wiążą się naprawdę miłe wspomnienia.
„Archiwizja" to tytuł cyklu, który TVP Kultura przygotowała na 60-lecie telewizji. Jaki program prowadzi pani w jego ramach z Bogumiłą Wander?
„Antena dla prezentera". To był kolejny powód, dla którego przyjęłam zaproszenie. Dziś już nie ma prezenterów. Są dziennikarze, prowadzący, więc właściwie tylko myśmy się nadawały. Postanowiłyśmy przypominać programy znakomite, choć robione w warunkach, w porównaniu z dzisiejszymi, prymitywnych.
Czy jest szansa, że zobaczymy panią na małym ekranie z Grażyną Torbicką?
Nie tęsknimy za tym. Bycie razem wolimy zostawiać na prywatne okazje, ale oczywiście kibicuję córce.
Ogląda ją pani i myśli: „Piękna, profesjonalna, z klasą. Moja krew"?
Nie, raczej oceniam merytorycznie, ale oczywiście bywam z niej bardzo dumna.