Reklama

Straszna rodzina bawi i śmieszy

Wkroczył do nas kolejny broadwayowski przebój. Gliwicki Teatr Muzyczny brawurowo wystawił musical „Rodzina Addamsów”.

Aktualizacja: 20.03.2015 06:39 Publikacja: 20.03.2015 06:30

Znana głównie z realizacji filmowych i serialu telewizyjnego Rodzina Addamsów stworzona została z rysunkowych postaci autorstwa Charlesa Addamsa, zamieszczanych od lat 30. ubiegłego wieku w komiksowych opowieściach w „The New Yorker". Jej członkowie są ekscentryczni i niepowtarzalni. Jako upiory kochają ciemność i żyją w opuszczonym wiktoriańskim zamczysku, ale spaja ich głęboka emocjonalna więź, dzięki której są niezwykle budującym przykładem dobrych relacji, jakie łączyć powinny rodzinne klany. Wbrew grozie ich niestandardowych, a makabrycznych zachowań oraz dziwacznych zainteresowań, budzą wielką sympatię.

Pięć lat temu Addamsowie zagościli w musicalu Marshalla Brickmana i Ricka Elice'a (libretto) oraz Andrew Lippa (muzyka i teksty piosenek) na nowojorskim Broadwayu. Jego osią jest historia córki Addamsów, Wednesday, która zakochuje się w zwykłym chłopaku i zaprasza go z rodzicami z Oklahomy do zamku. W nieco zmienionej wersji musicalu Addamsowie ruszyli w objazd po Stanach Zjednoczonych, by w trzeciej, najlepszej ze wszystkich, która wystawiana była już w Brazylii, Szwecji i Australii, przywędrować do Gliwic. A to za sprawą Jacka Mikołajczyka, teatrologa, tłumacza, wieloletniego kierownika literackiego Gliwickiego Teatru Muzycznego i absolwenta reżyserii. Obejrzał on w Nowym Jorku „Rodzinę Addamsów" i tak się zachwycił musicalem, iż postanowił zadebiutować jego wystawieniem w Polsce, podejmując się jednocześnie przekładu libretta i piosenek.

Zdolności translatorskie Mikołajczyka dobrze już znamy – jest autorem przekładów takich teatralnych hitów, jak „42 ulica", „Ragtime" czy „Hair". I tym razem wykonał świetną robotę, także i dlatego, iż nawiązał do polskich realiów i naszej obyczajowości – to silny element budowania humoru tego przedstawienia. Na tekst Mikołajczyka publiczność reaguje równie żywiołowo, jak na pięknie skomponowane sceny. Jako reżyser-debiutant, zachwycił dużą sprawnością . Jego widowisko wciąga i frapuje, ma wiele z magii i iluzji. Faluje nastrojami, śmieszy, bawi, straszy, ale i wzrusza, wywołuje głębsze refleksje. Każdy coś tu znajdzie dla siebie. Pracę reżysera dopełniają pomysłowa choreografia Eweliny Adamskiej-Porczyk, zabawne kostiumy Ilony Binarsch i sprawne kierownictwo muzyczne Wojciecha Rodka.

Nastrój makabreski właściwy dla tej najbardziej oryginalnej rodziny w światowej popkulturze budowany jest już od wejścia do teatru. Foyer spowija mrok, ubrana w kostiumy bohaterów gotyckich powieści z dreszczykiem obsługa teatru wprowadza widzów do sali spowitej trupim światłem. Kurtyna – fasada zamku Addamsów, ma kształt ogromnych drzwi, które otwierając się, zapraszają do upiornego wnętrza rodowej siedziby położonej a to w Central Parku, a to na jakimś cmentarzysku. Zresztą duchy przodków państwa Adamsów towarzyszą niemal każdej scenie, wzmagając nie tylko atmosferę horroru, ale i humor sytuacyjny.

Siłą widowiska jest aktorstwo. Prapremierowa obsada jest wyrównana, choć dominują w niej panie: rolę pięknej acz wyniosłej Morticci Addams zagrała brawurowo Marta Wiejak (nie można od niej oderwać oczu), jej zakochanej córki Wednesday – Anastazja Simińska, gadatliwej Babci – Katarzyna Wysłucha, zaś scenę z solową arią Alice Beineke, matki ukochanego Wednesday, którą gra Marta Florek, zapamiętają wszystkie kobiety, które stają się z biegiem lat „niewidzialne" dla swych mężów. Postaci męskie są o wiele uboższe niż kobiece, bardziej papierowe i karykaturalnie przerysowane, ale Tomasz Steciuk wiele robi, by pogłębić psychologiczny portret Gomeza Addamsa – jako troskliwego i nieco zazdrosnego o córkę ojca, a Damian Aleksander w roli Wujka Festera, szukającego miłości w objęciach księżyca, budzi bardzo ciepłe uczucia.

Reklama
Reklama

To niezwykle udane przedstawienie jest zarazem pożegnaniem z tą sceną jej długoletniego dyrektora Pawła Gabary, który gliwickim teatrem kierował od 17 lat, a z końcem marca odchodzi z powodu – jak sam to określa – trudnego dialogu z władzami samorządowymi Gliwic. To jemu Gliwicki Teatr Muzyczny zawdzięcza swój sukces – stał się jedną z najciekawszych muzycznych scen kraju. Gabara przekształcił dawną Operetkę Śląską w nowoczesny teatr, który dzięki ogólnopolskim castingom kreował nowe gwiazdy polskiego musicalu. To Gabarze zawdzięczamy, że przez Gliwice do Polski przywędrowały takie muzyczne hity, jak: „Chicago", „Footloose", „Grają naszą piosenkę", „42 ulica", „Ragtime", „High School Musical" czy „Tarzan".

Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Teatr
Rzeź kilku czołowych festiwali w Instytucie Teatralnym
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama