O ten spektakl, który miał premierę 19 listopada 2021 r., rozegrała się jedna z najdłuższych wojen w historii powojennego teatru – to właśnie za premierę „Dziadów” według Adama Mickiewicza w inscenizacji Mai Kleczewskiej dyrektor Teatru im. Słowackiego Krzysztof Głuchowski był bezpodstawnie, z powodów politycznych, poddany procedurze odwoływania przez 800 dni. Publiczność „głosowała nogami” i przy kasie – biletów nie było.

„Dziady" kontra Przemysław Czarnek

Politycy rządzącej wówczas Zjednoczonej Prawicy tworzyli atmosferę prześladowania dyrektora i sekowania zespołu. Przemysław Czarnek – wtedy minister edukacji i nauki – powiedział: „Zamiast »Dziadów« powstaje dziadostwo”. Odradzał organizowanie szkolnych wyjść do teatru, co podchwyciła ówczesna małopolska kurator oświaty Barbara Nowak.

Czytaj więcej

Krzysztof Głuchowski: niestety w Polsce można transparentnie i bezkarnie robić świństwa

Piotr Gliński, wówczas wicepremier oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego, ocenił przedstawienie jako „przekraczanie granic akceptowalnej kontrowersji”. Jak przyznał, spektaklu nie widział.

Najgorsze rzeczy działy się w kulisach, ponieważ resort kultury zdecydował o rezygnacji ze współprowadzenia krakowskiego Teatru im. Słowackiego i nadaniu mu statusu sceny narodowej, publicznie zaprzeczając, że miał takie plany.

Dopiero poseł Lewicy Maciej Gdula uzyskał dokumenty potwierdzające rozmowy na temat współprowadzenia Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Urzędem Marszałkowskim Małopolski, „Rzeczpospolita” je opublikowała i od tego czasu nasza redakcja przestała być nękana fałszywymi sprostowaniami MKiDN, które, wytykając nam nieprawdę, zawierały kłamstwa.

Czytaj więcej

Teatr Telewizji: „Wnuczka Picassa” Machulskiego i „Amerykański przyjaciel” Wojtyszki

Urząd Marszałkowski w piśmie do ministra Glińskiego pisał o działalności teatru z uznaniem: „To prężnie działająca instytucja kultury, która z sukcesem pozyskuje zewnętrzne środki na potrzeby realizacji swoich projektów i przedsięwzięć”. Wicepremier Gliński odpisał: „Uprzejmie dziękuję za przedłożoną propozycję i informuję, iż wyrażam wolę podjęcia rozmów w tej sprawie”.

„Dziady" i Teatr im. Słowackiego

Sytuacja była trudna dla teatru również dlatego, że każda scena o statusie narodowej nie może ubiegać się o dotacje z programów ministra kultury. Mając perspektywę uzyskania statusu sceny narodowej – teatr wniosków o dotacje nie złożył, a podwyższenia budżetu za karę nie otrzymał. Całą sytuację porównywano z „Dziadami” Dejmka w 1968 r., gdy reżyser utracił dyrekcję Teatru Narodowego.

„Dziady” Mai Kleczewskiej oddały nastrój zagrożeń płynących z rządów Zjednoczonej Prawicy. Spierano się, czy uwięzione w celi kobiety to uczestniczki Strajku Kobiet, Białorusinki prześladowane przez Łukaszenkę czy może aktywistki pomagające nielegalnym migrantkom. Już to zestawienie było dla rządzących bolesne. By podkreślić podmiotowość kobiet, ich cierpienie oraz wrażliwość, Kleczewska obsadziła w roli Konrada po raz pierwszy aktorkę – Dominikę Bednarczyk. Jednocześnie oglądaliśmy osobę niepełnosprawną i tym bardziej z milionami współodczuwającą. Tak wyraził się prometeizm Konrada. Kaya Kołodziejczyk zatańczyła partię Ducha Konrada, która pokonuje prawa codziennej grawitacji.

Czytaj więcej

„Matki Chersonia” w Operze Narodowej. Odyseja współczesnych kobiet

Maja Kleczewska i podzielony naród

Spektakl podjął też problem pedofilii, do czego posłużyło „Widzenie Ewy” rozegrane na tle ołtarza Wita Stwosza. Zastanawiano się, kim jest dziś carski senator grany przez Jana Peszka i Krzysztofa Głuchowskiego.

Wersja telewizyjna spektaklu została zrealizowana na deskach Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie w dniach: 26-30 stycznia 2026 r.

– Dziś dwie Polski to nasza codzienność – dwa walczące przeciw sobie narody – powiedziała Maja Kleczewska. - Poeci stają pomiędzy walczącymi w bratobójczej walce stronami. Są samotni. Żadna ze stron nie potrzebuje poetów. Jak w upiornym śnie, śnimy wciąż tę samą historię, przez co przegrywamy jako ludzie. Romantyzm jest w naszym DNA. Konrad w „Dziadach” chce pokonać podziały. On reintegruje popękane społeczeństwo. To pęknięcie biegnie dziś wewnątrz rodzin i w starych przyjaźniach.