„Sonata jesienna”, poprzednie, kameralne przedstawienie Grzegorza Wiśniewskiego w Narodowym, przyniosło kreację Danuty Stenki, jedną z najspanialszych w ostatnich latach, obsypaną nagrodami. Wybitna aktorka zagrała artystkę, która by pokonać mężczyzn w sztuce, musiała zabić swą wrażliwość i zaniedbać rodzinę.
Najnowsza premiera Wiśniewskiego grana jest ze znakomitą scenografią Mirka Kaczmarka, który dużą scenę – jej lewą część i obniżony szczyt – zabudował stylizacją betonowych murów, surowych jak jaskinia lub schron. Dominujących, a jednocześnie lekkich. To idealna oprawa pojedynku kobiet – królowych: Marii Stuart z Elżbietą I oraz ich dworaków. De facto drapieżnych zwierząt w ludzkiej skórze.
Czytaj więcej
TR Warszawa oraz Kammerspiele z Monachium przygotowują wspólną premierę – „Wojna trojańska”. Reżyserem będzie Grzegorz Jarzyna.
To, jaki jest finał każdej potyczki, demonstruje szkielet psa stojący u boku fotela, w którym Danuta Stenka jako Elżbieta I wita widzów, siedząc niemo, przypominając Królową Śniegu. Potem jedyne dobre uczucia koncentruje na roślinach: pielęgnowanie ludzkich relacji jest maskaradą, którą spointuje kolejny szkielet.
Decyduje o tym rozmowa uwięzionej katoliczki Marii z Elżbietą, rozgrywana na stole. Królowe chcą się pożreć, poczynając od gry pozorów i delikatnych słownych przystawek, a kończąc na daniu głównym, czyli krwawym befsztyku z przeciwniczki. To wtedy Elżbieta obwieszcza swoje credo „Nie ma sojuszy. Jest tylko przemoc”.
Zwycięstwo Elżbiety z Marią Stuart ma prawo być odbierane jako zaskakujące, ponieważ wedle historii zarówno uroda, jak i młodszy wiek działały na męskich bohaterów Fryderyka Schillera z korzyścią dla Szkotki. Jednak Danuta Stenka w kolejnej swojej kreacji potrafi wyposażyć Angielkę nie tylko w atuty politycznej siły, ale i atrakcyjności pod każdym innym względem. Dodaje też do manifestu przemocy argument kobiety samotnej, oszukiwanej przez zalotników, która musi bronić się przed spiskami.
Czytaj więcej
„Dziady” z Teatru im. Słowackiego w Krakowie są największym wydarzeniem festiwali w Warszawie i Opolu.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Słabością spektaklu jest gra męskiej części obsady, wyjątek stanowi Karol Pocheć, manieryczna bądź godna XIX-wiecznych aktorskich posągów z marmuru. Finał o zrzucaniu odpowiedzialności królowej za polityczny mord na podwładnych, gdyby nie anachroniczna parada zwrotów akcji, wypadłby pouczająco.
Trudno nie odczytać spektaklu biograficznie. Reżyser oskarżany o pozasceniczne ekscesy, bojkotowany przez feministki, zdaje się wykładać prawdę o istocie walki o każdą władzę, również w teatrze, mającą ideologiczny i pokoleniowym podtekst. Tak może być. Poza sceną lepiej jednak unikać przemocy i próbować zawierać sojusze. Ten z Danutą Stenką okazuje się strategiczny.