31 stycznia 2020 roku to już czwarta data brexitu, do którego miało pierwotnie dojść 29 marca 2019 roku. Brexit był jednak trzykrotnie przekładany ze względu na to, że w poprzedniej Izbie Gmin nie było większości popierającej żadnej z dwóch umów brexitowych wynegocjowanych przez Londyn z UE, ani większości popierającej twardy brexit (brexit bez umowy).
Na pytanie czy opinia publiczna przestanie rozmawiać o brexicie po styczniu 2020 roku Johnson odparł: "Tak".
- To co się wtedy wydarzy będzie końcem parlamentarnej agonii, politycznej agonii, a także nudy i zwlekania, których doświadczaliśmy - dodał.
Sondaże wskazują, że Partia Konserwatywna jest faworytem wyborów do Izby Gmin. Jednak duża liczba wciąż niezdecydowanych wyborców sprawia, że wynik wyborów nie jest pewny.
Johnson zapewnił, że kandydaci jego partii w wyborach nie zostali zmuszeni do poparcia jego umowy ws. brexitu w przypadku zdobycia przez torysów większości w Izbie Gmin.
- Nie zmuszałem ich, takie słowa są niesprawiedliwe, nie było żadnej lobotomii - powiedział.
Johnson zapowiedział też napływ zagranicznych inwestycji na Wyspy po brexicie powołując się na raport banku Goldman Sachs, z którego wynika, że do Wielkiej Brytanii trafi wówczas 150 mld funtów. - To mnóstwo pieniędzy. Pytanie do mieszkańców naszego kraju brzmi: jaki świąteczny prezent chcą dostać? - pytał.
- Kiedy skończymy z brexitem nadejdzie fala inwestycji - stwierdził Johnson.