Erdogan występując przed politykami rządzącej Turcją Partii Sprawiedliwości i Rozwoju stwierdził, że tureckie "siły powietrzne i lądowe będą poruszać się swobodnie i prowadzić działania w prowincji Idlib, jeśli będzie taka potrzeba".

Prezydent Turcji mówił też, że "każdy atak na tureckich żołnierzy i ich sojuszników spotka się z odwetem, niezależnie od jego źródła".

- Naszym oczekiwaniem wobec Rosji (sojusznika prezydenta Baszara el-Asada - red.) w Syrii jest, że zrozumie ona turecką wrażliwość - dodał Erdogan.

3 lutego rzecznik Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, Omer Celik, na antenie CNN Turk stwierdził, że turecka armia będzie postrzegać syryjskie siły rządowe jako "cele", jeśli zaczną one pojawiać się w pobliżu tureckich stanowisk obserwacyjnych w prowincji Idlib. Dzień wcześniej Ankara poinformowała, że czterech tureckich żołnierzy zginęło w wyniku ostrzału syryjskiej armii.

- Syryjski reżim jest teraz dla nas celem. Spodziewamy się, że Rosja nie będzie chronić reżimu, który w sposób oczywisty zaatakował nasze siły zbrojne - mówił Celik.

Prowincja Idlib to ostatnie duże, zwarte terytorium w Syrii kontrolowane przez walczących z reżimem prezydenta Baszara el-Asada od 2011 roku rebeliantów. W prowincji obowiązuje od połowy 2019 roku zawieszenie broni wynegocjowane z udziałem Turcji i Rosji, które jest jednak regularnie łamane przez siły rządowe.